Pytania, których się nie zadaje

Zmarła jedna z naszych rezydentek. W sumie w domu opieki dla osób dotkniętych starczą demencją – nic niezwykłego. Ale… Ona nie wydawała się aż tak stara. Szczupła, wciąż na nogach, wciąż w ruchu. Dużo mówiła. Zupełnie bez sensu, ale właściwie bez przerwy. Na pytanie „Jaka dziś pogoda?” odpowiadała na przykład: „Brązowy. Bo jutro idziemy. A ty? Jesteś pewien?”. Jakby jej mózg rozsypał się na kolorowe, kompletnie ze sobą niezwiązane, kawałki, koraliki, puzzle. Czasami siedziała w milczeniu patrząc przez okno. Czasami drzemała w fotelu. Nie było w niej nic denerwującego, nic odrzucającego. Oprócz demencji fizycznie była w bardzo dobrej kondycji. Sporo po siedemdziesiątce, ale nie wyglądała na tyle. Szczupła, ale w zdrowy sposób. Nie przypominała delikatnej porcelanowej laleczki.
Jej córka zdecydowała, że trzeba jej usunąć kilka zębów. Nie mam pojęcia dlaczego się tak na to uparła… Jej matka nie cierpiała na bóle zębów. Nie miała problemów z gryzieniem. Może przeważyły względy estetyczne? Może uznała, że mama będzie się lepiej prezentowała z gustowną protezką?
W związku z demencją jedyną możliwą opcją była operacja w pełnej narkozie. I tak też zrobiono. Miała wrócić następnego dnia po operacji. Nie wróciła. Kolejnego dnia również. Trzeciego dnia dowiedzieliśmy się, że przyplątało się jej zapalenie płuc. Po mniej więcej dziesięciu dniach zadzwonili ze szpitala, że przywiozą ją późnym popołudniem.
Przywieźli.
W pierwszej chwili jej nie poznałam. Do szpitala poszła, poplątana i z zaawansowaną demencją, ale jednak pełna życia i sił witalnych kobieta. Wrócił do nas wrak człowieka. Nie było mowy, żeby stanęła na nogi, nie mogła nawet siedzieć. Wcześniej godzinami na nogach, teraz do przetransportowania z wózka inwalidzkiego na łóżko musieliśmy użyć hoista. (Dla tych, którzy nie wiedzą co to: takie mechaniczne urządzenie pozwalające transportować osoby bezwładne, niezdolne samodzielnie się poruszać; powszechnie używane w szpitalach, domach opieki – przynajmniej tu w UK). Wokół ust – pozostałości krwi; najprawdopodobniej jeszcze po operacji. I przestała mówić. Bełkotała tylko coś po cichutku.
Nie wyglądała jakby wróciła ze szpitala w cywilizowanym kraju. W jednym z najbogatszych krajów na świecie. Wyglądała jakby spędziła rok w południowoamerykańskim więzieniu.
Przywieźli ją w okolicach kolacji. Nie było mowy, żeby była w stanie cokolwiek zjeść. Trochę ją umyliśmy (zapach… nie wydaje mi się, żeby w szpitalu była umyta choć raz), zwilżyliśmy usta. Usnęła.
Było widać, że jest źle, bardzo źle. Przypuszczaliśmy, że będzie potrzebowała sporo czasu, żeby dojść do siebie.
Umarła następnego poranka.
I najwyraźniej wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego. Żadnego dochodzenia, żadnego sprawdzenia: dlaczego? Dlaczego umiera kobieta będąca niewiele ponad tydzień wcześniej okazem zdrowia. Dlaczego umiera po pobycie w szpitalu, gdzie miała tylko banalną ekstrakcję zębów? Dlaczego wreszcie ktoś wypisuje ją ze szpitala w tak złym, najwyraźniej wręcz krytycznym, stanie?
A może… może kiedy umiera ktoś z demencją, ktoś kto nie tylko finansowo, ale i psychicznie, jest obciążeniem dla swojej rodziny, może wtedy nie zadaje się takich pytań?…

You may also like

1 komentarz

  1. Widzisz Alicjo ….
    Kiedys spotkalem sie z powiedzeniem w tym kraju;
    Jak chcesz zyczyc komus zle to mu powiedz:
    „…obys sie leczyl w angielskim szpitalu”
    Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *