Co robi dobry manager

Dobry manager optymalizuje zysk. Koniec i kropka. I nie mogę zaprzeczyć, że mój manager to dobry manager. Jest świetny w optymalizowaniu zysków. Oprócz tego jest zawsze uprzejmy. Pamięta imiona chyba wszystkich pracowników. Drzwi do jego biura są otwarte niemal zawsze (dosłownie i w przenośni) – co z początku dziwiło mnie niepomiernie. W końcu w Polsce zwykle nawet do kierownika zarządzającego trójką pracowników i działem spraw nieistotnych, trzeba przedzierać się przynajmniej przez recepcjonistkę i sekretarkę.
Nie, chyba nie trafiłam najgorzej. Owszem, grafiki są ustalane tylko z wyprzedzeniem tygodnia i trudno w związku z tym cokolwiek zaplanować. Ale w sumie po co nam plany skoro mamy pracę i życie w wynajętym pokoju?
Więc nie, raczej nie mogę narzekać. Pod warunkiem, że przyjmę do wiadomości, że jestem tylko siłą roboczą. Łatwo wymienialną. Tanią. Ściągniętą tu na zasadzie: „Bierzemy każdego chętnego. Wyciskamy z niego tyle ile się da. Płacimy najmniej jak to możliwe. Dodatkowe pieniądze za pracę w nocy? Za nadgodziny? Nie przesadzajmy. Że będą odchodzić? Szukać czegoś lepszego? W czym problem? Czeka kolejka chętnych: Hindusów, Rumunów, Polaków. Że bez doświadczenia? A jaki to problem: w końcu kilku doświadczonych, którzy dobrze zrobią to co do nich należy. Reszta zrobi cokolwiek i sprawy się jakoś potoczą”.
Tak, sprawy się potoczą, zysk będzie się optymalizował. Nie, żebym się czepiała, bo może właśnie tak to ma wyglądać. Praca wykonana, zysk rośnie, pracownicy dostają swoją najniższą krajową (ale to przecież wcale nie mało w porównaniu z tym co mieli w swoich krajach). Owszem, ponarzekają czasami: no bo jak nie narzekać, skoro najlepszym lekarstwem na braki kadrowe jest cięcie etatów, tak, że to co wcześniej robiło 6 osób teraz robi 5. Czysty zysk. Owszem, pracownicy ponarzekają. Część odejdzie. Ale jakie to ma znaczenie – przecież wiecie: setki chętnych czekają.
Czy budzą się we mnie antykapitalistyczne instynkty? Czy chcę zmienić świat? Zburzyć wszystko, a później zbudować jeszcze raz – inaczej? Nie, absolutnie nie. Chyba niespecjalnie widziałabym alternatywę dla kapitalizmu. Może on jest i „be”, ale chyba to i tak najzdrowsze dla społeczeństwa co możemy sobie wyobrazić.
Próbuję znaleźć jakąś puentę. Coś co zabrzmi błyskotliwie i mądrze, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Zostanę więc przy tym co do czego nie ma już przecież żadnych wątpliwości: mój szef jest świetnym managerem – optymalizuje zyski z wirtuozerskim talentem.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *