Niepoprawność polityczna

Mam okazję do porównań: byłam w starym polskim konsulacie w Londynie w ostatnich dniach jego pracy, byłam też w pierwszych dniach pracy konsulatu w nowym miejscu.
Cóż… W nowym jest klimatyzacja, której brak bywał dotkliwie odczuwalny w starej siedzibie. Jest maszyna, która drukuje numerki do kolejek w odpowiednich okienkach. Jest więcej krzesełek dla oczekujących – wystarcza prawie dla wszystkich. Bez zmian: masa kręcących się dzieciaków. Wszystko wskazuje na to, że Wielka Brytania to miejsce, gdzie rzeczywiście Polki chcą rodzić dzieci. A spora część tych dzieciaków ma śliczne kręcone włoski i skórę w kolorze mlecznej czekolady. Ja akurat nie mam z tym żadnego problemu, ale… Okazuje się, że Polacy płci męskiej taki problem miewają. Wielu z nich niespecjalnie przychylnym okiem na takie mieszane związki patrzy. Czyżby obawiali się konkurencji?
A może to część większego strachu? I to nie tylko naszego, polskiego? Może to część ogólnoeuropejskiego strachu przed zmianami, które wydają się nie do uniknięcia. Przed zmianami, które właściwie już się dokonały i wciąż się dokonują.
Którejś niedzieli miałam okazję robić zakupy w dużej londyńskiej Asdzie. W normalnej, niebiednej dzielnicy, z ładnymi domami, z drogimi samochodami. W sklepie były tłumy. Wszystkie kasy otwarte, a do każdej długa kolejka. I w tych tłumach, w tych setkach ludzi, może coś w okolicach 20 – 30 osób z białą skórą. Cała reszta ciemnoskóra. Poczułam się… niepasująca. I pomyślałam, że tak samo pewnie zdarza się poczuć Brytyjczykom: niepasujący we własnym kraju. Nie wydaje mi się, że to kwestia rasizmu. Raczej wrażenia, że we własnym domu przestaje się być „u siebie”.
Dziwimy się, a nawet oburzamy, niechęci do emigrantów, która czasami pojawia się wśród brytyjskich polityków czy w brytyjskich mediach. Ale wyobraźmy sobie, że to do Polski wpływają miliony obcokrajowców. Czy zawsze czulibyśmy się z tym komfortowo? Czy ta niechęć, obawa w Polsce by się nie pojawiła? A może jednak. A może nawet bardziej widoczna, bardziej odczuwalna dla „obcych”?
Angielski urzędnik został zawieszony, bo powiedział Polakowi ubiegającemu się o pracę, że państwowe posady są zarezerwowane dla Brytyjczyków. Czy naprawdę ktoś uwierzy, że polski urzędnik mógłby zostać zawieszony z takiego powodu?
Ja osobiście nigdy nie spotkałam się z żadnym nieprzychylnym komentarzem, z żadną niemiłą uwagą. Może dlatego, że granica przebiega w innym miejscu… Może łatwiej zaakceptować Europejkę, wychowaną w zbliżonej kulturze, zbliżonej religii, z białą skórą. Oprócz obcego akcentu „niemal taką jak my”.
Obawy budzi raczej coś innego. Coś do czego w epoce poprawności politycznej nie wypada się przyznawać. Obawy budzi raczej ta zupełnie inna, zupełnie obca kultura, która się tu pojawiła, ale wcale nie chce się zasymilować i przystosować. Próbuje narzucić swoje prawa, swoje poglądy, uznając je za jedynie słuszne.
A że kultura ta z założenia wroga jest kobietom, traktuje je jak istoty drugiej kategorii, jak coś gorszego, niewiele wartego, nieczystego… Moja poprawność polityczna kładzie uszy po sobie i wciska się w kąt, a ja niepoprawnie boję się tej siły prącej przed siebie pod hasłem „Kto nie jest taki jak my – ten wróg. Z wrogiem się nie dyskutuje. Wroga się eliminuje wszelkimi możliwymi sposobami”.
Wroga się zastrasza. We wrogu nie widzi się człowieka, ale tylko i wyłącznie wroga. W kobiecie nie widzi się człowieka, a tylko użytkowy przedmiot o niezbyt dużej wartości. Rzecz bez żadnych praw.
Nie jestem muzułmanką. Ale co ważniejsze: jestem kobietą. I dlatego dziś pozwalam sobie na niepoprawność polityczną. Bez wyrzutów sumienia.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *