Co tam panie w polityce?

W Polsce… Po pierwsze: szkoda gadać. Po drugie: nie będąc na miejscu czuję się odrobinę nieuprawniona do zabierania głosu. Mogę przecież w każdej chwili zostać zbanowana autorytarnym „A co ty tam możesz wiedzieć w tej swojej Anglii?”. Zresztą, cóż, w Polsce jak to w Polsce: sytuacja jest – jak zazwyczaj – rozwojowa.
Ale nie tylko u nas karuzela. W Ameryce Trump. Przyznam, że już nie nadążam za jego złotymi myślami. Mniej więcej co godzinę pojawia się jakaś nowa, zostawiając mnie z otwartymi ze zdumienia ustami i niezdolną do znalezienia słów komentarza (a przecież bezowocne poszukiwanie słów nie zdarza mi się aż tak często).
W UK na tapecie walka dwóch europosłów Ukipu. I nie, żeby tam jakaś słowna utarczka, tylko prawdziwa walka z rozbijaniem drzwi i okien, zakończona efektownym krwawieniem wewnątrzmózgowym. Chciałam dodać, że plusem jest, że lekarze stwierdzili jednak obecność mózgu, ale może w tej sytuacji to byłaby jednak zbyt okrutna uwaga.
Kolejna brytyjska perełka to pomysł, żeby przedsiębiorstwa udostępniły listy wszystkich pracujących dla nich cudzoziemców. Te, które miałyby ich zbyt wielu należałoby publicznie piętnować i nakłaniać do zmian proporcji – nie, nie, wcale sobie tego nie wymyśliłam. Część brytyjskiego społeczeństwa rozwinęła ten pomysł: że może ułatwić sobie życie i po prostu tym imigrantom jakieś numerki tatuować, żeby łatwiej było się doliczyć. Albo narzucić im jakiś znak rozpoznawczy do obowiązkowego noszenia. Na przykład szykowną, żółto-złotą europejską gwiazdę. I jak tu nie zachwycać się brytyjskim czarnym poczuciem humoru.
Funt spada. Ceny jeszcze nie rosną. OK, rosną, ale dyskretnie i bez zbytniego rzucania się w oczy. Może trochę paliwo, może warzywa i owoce (ale tylko niektóre i tylko gdzieniegdzie), tu ulubiony żel pod prysznic, tam ulubione ciasteczka… W sumie nic wielkiego. Niezadowoleni głównie ci, którzy wysyłają część zarobionych pieniędzy do rodzin za granicę, ale także Brytyjczycy, którzy zarabiają w funtach, ale mieszkają na kontynencie i tam wydają pieniądze. Eksperci twierdzą, że ceny na dobre zaczną rosnąć po Bożym Narodzeniu. Cóż, zobaczymy. I zobaczymy jak zareaguje na to „szeroki ogół”. Na razie lekkie kręcenie noskami powodują tylko rosnące ceny zagranicznych wakacji. Z tym, że do lata jeszcze daleko i większość ma nadzieję, że do tego czasu wszystko jakoś się poukłada.
Szkocja coraz głośniej mówi o drugim niepodległościowym referendum, bo „hard Brexit” i odcięcie od dobrodziejstw europejskiego wspólnego rynku nie bardzo się jej podoba.
A tak poza tym okazało się też, że jeszcze przed referendum Theresa May na zamkniętym spotkaniu z bankierami mocno niepokoiła się możliwymi skutkami Brexitu i przedstawiała ewentualną pobrexitową rzeczywistość w raczej czarnych barwach. Wygląda jednak na to, że z chwilą objęcia urzędu premiera, zmieniła zdanie.
Również Boris Johnson okazał się uroczo zmiennym i kapryśnym osobnikiem. Zanim stał się gorliwym zwolennikiem Brexitu (co było majstersztykiem popychającym do przodu jego polityczną karierę) napisał nigdzie nie opublikowany artykuł o Brexitu niebezpieczeństwach i o tym jakim będzie on zagrożeniem dla przyszłości UK.
Jeśli więc mielibyśmy szczerze odpowiedzieć na pytanie „Co tam panie w polityce?” wypadałoby powiedzieć: ciemno, brudno i ogólnie obrzydliwie. Czyli – bez zmian.

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *