East 17, Black Friday… Czyżby to już Święta?…

Ray właśnie odpowiedział na moje pytanie „Kto to śpiewa?”. „East 17” odpowiedział. „Anglicy?” zapytałam tradycyjnie, bo angielska angielszczyzna i amerykańska angielszczyzna w piosenkach są dla mnie nie do odróżnienia. „East 17? Oczywiście” – odpowiedział jakby była to rzeczywiście aż taka oczywistość.
„No przecież East 17 – dodał, jakby to cokolwiek wyjaśniało – London boys”. Tak jakby wyssał tę informację z mlekiem matki. Tak jakby było oczywiste, że i ja powinnam wyssać tę informację z mlekiem matki. A ja – owszem – wyssałam Piaskową Górę i Kozi Rynek, ale nie East 17. (Swoją drogą – gdyby ktoś był ciekawy – East 17 to kod pocztowy wschodniego Londynu, miejsca skąd ci czarująco chłopięcy chłopcy pochodzą). Zresztą będę się upierała, że Sands Mountain albo Goats Market brzmi lepiej i bardziej stylowo niż jakieś tam East 17. Goats Market wrzuciłabym w coś dickensowskiego, a może nawet w Harry’ego Pottera. Sands Mountain pięknie wgrywa się w Tolkiena. Obroniłaby się zresztą bez trudności w „Grze o tron”.
A tak w ogóle ten East 17 to dlatego, że tu już prawie Święta. Niby nikt tego nie lubi, niby nikt tego nie chce tak wcześnie, a jednak. Świąteczne reklamy, świąteczne światełka, świąteczne przepisy, świąteczne piosenki. Więc także „Stay another day” East 17. Zawsze lubiłam tę piosenkę. Wiem: banalna, słodka i kiczowata. Ale lubię ten padający w tle sztuczny śnieg, te przytule białe kurtki z futrzanymi kapturami. Lubię, że to wszystko jest… w cudzysłowie. Bo przecież nikt nie ukrywa, że to sztuczny śnieg. I że te futerka i kurteczki są zupełnie niepotrzebne, bo wszystko jest filmowane w studio i pewnie jest raczej gorąco niż mroźnie – zresztą, tak czy inaczej, tak pięknie padający śnieg nie jest typowo angielski. Nieważne: i tak lubię. Lubię dzwonki, a raczej dzwony w tle. Nie miałam świadomości, że to świąteczna piosenka, dla mnie to raczej miłosna ballada, ale tu postrzega się ją jako świąteczną i w okresie przedświątecznym i świątecznym słychać ją bardzo często.
Na dziś częstotliwość świątecznych piosenek emitowanych w radio do tych nieświątecznych to jakieś 1 do 5. Niewątpliwie będzie rosła z każdym dniem.
Czwartek upłynął pod hasłem bycia leniwym czwartkiem, ze snuciem się po kątach, odrobiną czytania, odrobiną Facebooka, kolejnymi herbatami i przytulnymi domowymi ciuchami. Tak to wygląda u mnie po nocnej zmianie i już przestałam się przeciw temu bntować. Takie dni z reguły nie nadają się do zwiększania życiowej produktywności. Zwłaszcza w listopadzie i grudniu.
Ja odpoczywałam po nocnej zmianie w szpitalu, większość odpoczywała po Black Friday. Trudno mi orzec czy ludzie po prostu czują się zobowiązani w takie dni, w takie weekendy, robić zakupy, czy może rzeczywiście trafiają na oferty, którym nie da się oprzeć. Nigdy nie próbowałam tego sprawdzać. Sama myśl o „shoppingu” w takie dni wprawia mnie w przerażenie.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *