W nocy

Po kolejnej nocy. Jednej z tych trudniejszych. Trzech nowych pacjentów do przyjęcia. Cała trójka w tym samym mniej więcej czasie. Cała trójka w jakiś tam sposób trudna. 30-letnia Hinduska w prawie krytycznym stanie. Krwawiąca od ponad miesiąca – zaczęło się od normalnego okresu, który zamiast się skończyć narastał stając się regularnym, nieustającym krwotokiem. Gdy do nas dotarła nie była w stanie utrzymać się na nogach i zasadniczo, gdyby w tę noc umarła nikt nie byłby specjalnie zaskoczony. Jednak, po całonocnych transfuzjach krwi i po rozpoczęciu kuracji antybiotykowej, rano sprawiała wrażenie osoby, która wróciła na dobre.
Drugi był czarujący 80-latek. Trochę niedosłyszący, ale oprócz tego w świetnej formie. Jeśli nie liczyć właśnie stwierdzonej białaczki oczywiście. Starszy pan spędził cały dzień na krzesełku na oddziale ratunkowym czekając na łóżko na naszym oddziale. Nikt z nim nie porozmawiał, nikt nic mu nie wytłumaczył. Jedyne co usłyszał od swojego GP (tutejszy lekarz pierwszego kontaktu) to stwierdzenie, żeby raczej nie spodziewał się doczekać przyszłorocznych świąt Bożego Narodzenia. Starszy pan zdecydowanie potrzebował kogoś kto wytłumaczy mu co się dzieje i powie coś więcej o jego sytuacji. W końcu Conrad oddelegował się do rozmowy z nim. Byłam zbyt zajęta, żeby zaobserwować jak to się skończyło, wiedząc jednak, że poziom empatii u Conrada plasuje się w rejonach minusowych, nie oczekiwałabym, że starszy pan był tą rozmową skrajnie usatysfakcjonowany.
Ostatni pacjent był w okolicach sześćdziesiątki. Może trochę starszy. Dziwny. W nieoczywisty sposób, ale jednak dziwny. W historii medycznej żadnych dowodów na tę dziwność nie było, należało go więc traktować jak każdego innego pacjenta. Zresztą i tak skupiając się na walce o młodą Hinduskę zdecydowaliśmy się tę jego dziwność odłożyć na bok i po prostu głowy sobie nią nie zaprzątać. Ale… Jednym z jego pierwszych pytań było czy może sobie usunąć kaniulę (zresztą dopiero co założoną na oddziale ratunkowym). Oczywiście spotkał się ze stanowczym „Nie”, co nie przeszkodziło mu jednak tej nieszczęsnej kaniuli usunąć wczesnym rankiem, zakrawawiając przy okazji siebie i wszystko dookoła. Dodatkowo zamknął łazienkę na zamek – na szczęście od zewnątrz, nie od środka. Nie próbuję się nawet zastanawiać dlaczego. Interesujące jest „jak”. Nie ma mowy, żeby udało się to zrobić bez śrubokrętu.
Niewątpliwie ten ostatni pacjent dawał bogaty materiał do przemyśleń, a nawet teorii spiskowych – gdybyśmy tylko mieli na to czas tej nocy.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *