The things we do for… money

Niedziela. Teoretycznie powinnam szykować się do pracy, na moją „bankową” nocną zmianę. W związku jednak z tym, że mamy deficyt pacjentów, ostatnio wszystkie bankowe dniówki i nocki zostały skasowane. Nie wszystkich to cieszy. Philip na przykład ostatnio był niemal rozwścieczony – a Philip nie jest osobą, po której można spodziewać się rozwścieczenia. Trudno jednak mu się dziwić: specjalnie wziął urlop, żeby do podstawowej pensji dorzucić ze cztery dodatkowe zmiany. Myślę, że co najmniej 600 – 700 funtów. Nie do pogardzenia. Ja też niespecjalnie się cieszę, ale cóż – siła wyższa. Oczywiście, miło nie iść do pracy, ale już niespecjalnie miło jest zastanawiać się jak ogarnąć się po świątecznych wydatkach. Zaczęłam nawet zastanawiać się nad nadgodzinami na innych oddziałach. Może Outpatients? Z boku wygląda to trochę jak praca biurowa. Papierkowa, głównie towarzyszenie konsultantom podczas wizyt pacjentów. Do tego mniej godzin, jestem prawie pewna, że tylko osiem. Jak zawsze z pewną nieśmiałością, ale jednak zamierzam spróbować.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *