Dzień Ojca

Widziałam wczoraj Wikinga z dzieckiem. Jestem pod wrażeniem. Wiking był Anglikiem co prawda, jednak znaczna część Anglików upiera się, że to właśnie Wikingowie są ich przodkami – i z tego co pamiętam z lekcji historii to akurat może być prawda. Poza tym ten Wiking wyglądał dokładnie tak jak Wiking wyglądać powinien: barczysty, umięśniony. Duży. Nawet brodę miał. Niekoniecznie długą i nieokiełznaną, ale jednak. Oprócz brody i przynajmniej jakichś 200% zawartości męskości w mężczyźnie, Wiking miał nosidełko i słodką córeczkę, jakieś sześć miesięcy na oko. Wiking miał także angielską żonę (może angielską partnerkę, nieważne). Dodam, że historia miała miejsce w samolocie. Lot dwugodzinny, więc niekoniecznie długi, jeśli jednak doliczyć czas procedur lot poprzedzających wychodzi znacznie więcej. Tata i córka wydawali się jednak nie mieć z tym problemu. Coś tam sobie podśpiewywali, zagadywali, uśmiechali, zupełnie nie przejmując się samolotowymi niedogodnościami. Mama, owszem, podawała pomocną dłoń kiedy pojawiała się taka potrzeba. Podsunąć butelkę czy kocyk, pomóc zapiąć nosidełko. Nie, nie była oziębła, chłodna czy „emocjonalnie niedostępna”. Robiła minki, marszczyła nosek i śmiesznie gruchała doprowadzając córkę do nieopanowanego śmiechu. Główny ciężar opieki wziął jednak na siebie tato. Piszę „ciężar”, ale to na pewno nie jest właściwe słowo. Najzwyczajniej sprawiało mu to przyjemność. Czasami mówi się, że to mamy mają ten szósty zmysł, specjalny instynkt, który sprawia, że zawsze wiedzą co dziecku potrzebne. Nie wiem czy to prawda, czy nie. Pewnie niektóre mamy mają to coś, niektóre nie. Tatuś-Wiking zdecydowanie miał. Na długo zapamiętam go usypiającego córeczkę. W nosidełku, wtulona w tatę, walcząca z sennością. I on doskonale wiedzący w jakim rytmie ją kołysać, jak przytulać, żeby zasnęła.
Niby w XXI wieku, w środku Europy, tata opiekujący się fachowo, a jednocześnie z miłością, kilkumiesięcznym dzieckiem, nie powinien wprawiać w zachwyt graniczący z osłupieniem. Niby nie powinien, a jednak… Może dlatego, że tatuś był więcej niż stuprocentowo męskim Wikingiem, a córeczka była słodka i patrzyła na świat ciekawymi wszystkiego oczami. Jak w reklamie, a jednak naprawdę.
Tatuś nie był Polakiem, co mnie nie zaskoczyło. Zaskoczyłoby mnie – bardzo – gdyby jednak okazał się Polakiem. Może nie jestem sprawiedliwa, pewnie sporo takich wspaniałych, nowoczesnych ojców mamy i w Polsce. Nie oszukujmy się: z reguły to jednak mamy zajmują się dziećmi, tatusiowie raczej – więcej lub mniej – pomagają.
W trakcie pisania zorientowałam się, że w wielu krajach właśnie dziś przypada Dzień Ojca, polski Dzień Ojca już wkrótce – 23 czerwca. Złożyłabym życzenia: „Więcej takich ojców”, ale to chyba byłyby życzenia bardziej stosowne dla dzieci na Dzień Dziecka. Mogę jednak życzyć, żeby tatusiom udało się odkryć ten cudowny ląd – powstawania nowego człowieka, budowania jego osobowości, towarzyszenia i wspierania. My, mamy, chętnie się nim podzielimy.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *