Słowo

Kierowcy białych vanów nie zamierzają przepraszać. Co więcej: oni w ogóle nie poczuwają się do winy. Hmmm… Dziwne, bo przecież przepraszać powinni. Powinni głowy popiołem posypywać. Powinni świece żałobne palić. Kwiaty powinni znosić na ulicę pod londyńskim meczetem, gdzie właśnie kierowca białego vana, wjeżdżając w tłum, zabił jedną osobę, a dziesięć innych ranił.
Że niby jednak nie? Że to byłaby odpowiedzialność zbiorowa i to jeszcze wyjątkowo nieodpowiedzialnie i prostacko zastosowana? Że kierowca białego vana w żaden sposób nie jest winny przestęstwom, głupocie czy terroryzmowi kierowcy innego białego vana. Przecież łączy ich tylko to, że obaj są kierowcami białych vanów.
A jednak dokładnie takiej postawy oczekujemy od Muzułmanów. Oni wciąż pokornie przepraszają za nie swoje winy, a my łaskawie te przeprosiny przyjmujemy. Czasami, niektórzy, uznają nawet, że samo przyjęcie przeprosin byłoby zbyt wielką łaską. Bo zbrodnie zbyt wielkie, żeby je wybaczyć. Nawet jeśli ci co przepraszają ich nie popełnili. Samo to, że przepraszają jest podejrzane – no bo skoro nic nie zrobili, to dlaczego przepraszają?
My nie przepraszamy z zasady: to nie hononorowe, nie patriotyczne, nie szlacheckie, nie męskie i nie mieści się w katalogu polskich cech narodowych.
Kierowcy białych vanów nie przepraszają za zabijanie niewinnych ludzi wychodzących ze świątyni.
Polacy nie przepraszają za przestępstwa innych Polaków popełniane na tle rasistowskim.
Polacy popełniający przestępstwa na tle rasistowskim nie przepraszają za to co zrobili. Więcej – są z siebie dumni. Wszak wyświadczają przysługę ludzkości. Pokazują brudasom i ciapatym, gdzie ich miejsce. Pozbywają się szkodników.
Nie, nie przesadzam. Wielki pożar w jednym z londyńskich wieżowców. Nie w ekskluzywnym drapaczu chmur, ale w dwudzietokilkupiętrowym budynku z mieszkaniami, głównie do wynajęcia, nic luksusowego, bardziej jak polskie mieszkania komunalne. Po prostu wysoki blok z dziesiątkami, a pewnie setkami mieszkań dla ludzi wykonujących najniżej płatne i najmniej poważane zawody. Sporo emigrantów, w pierwszym lub drugim pokoleniu. Niewielu Anglików. Przeważają ci z ciemniejszym niż biały kolorem skóry. Muzułmańskie rodziny – oczywiście, jak najbardziej.
Tragedia. Pożar rozprzestrzenił się od parteru do ostatniego piętra w przeciągu pół godziny. Teraz już wiemy, że zawiniło głównie pokrycie budynku – łatwopalne, a dodatkowo wydzielające śmiercionośny gaz w trakcie spalania. Było tańsze o dwa funty za metr kwadratowy od pokrycia ognioodpornego. Było też ładne. Sąsiedzi z okolicznych ekskluzywnych apartamentowców wybrzydzają na nieestetyczne widoki z okien, więc miasto po prostu przykrywa tę szpetotę. Tanio i nieodpowiedzialnie.
Tragedia. Nie dla wszystkich jednak. Poczytałam trochę komentarzy na polskich portalach internetowych. Kilka mnie zmroziło. „To w końcu tylko brudasy i muslimy. Nie ma się czym przejmować”. „Najwyższy czas”. „Prawie same muslimy. U muslimów nawet dzieci mi nie żal. Przynajmniej na terrorystów nie wyrosną i nas zabijać nie będą”. „Ja to bym do ognia jeszcze dorzuciła, żeby się lepiej paliło”.
Nie sądzę, że to był przeważający ton komentarzy. Przynajmniej mam taką nadzieję. Tym niemniej ludzie pisali takie rzeczy, obok własnego zdjęcia, obok własnego nazwiska, co znaczy, że się tego nie wstydzili. Hmmm, część była niewątpliwie dumna z siebie wygłaszając takie poglądy. Natomiast ci, którzy próbowali się oburzać na podobne podejście uznani zostali za miękkich, słabych, głupich i tylko czekających aż hordy dzikusów zabiją, zgwałcą i zmasakrują ich żony, matki, babki i ich samych także. A potem wszystkim obligatoryjnie nakażą nosić burki.
Od tego zawsze się zaczynało, prawda? Od odczłowieczania. Od tego, że przestawaliśmy w tamtych, w innych, widzieć ludzi takich jak my. Coś jak bezkształtna masa, bez twarzy, bez wartości. Roznosząca pasożyty i próbująca się rozpanoszyć w świecie, który przecież do nas należy. Tak się zaczynało w czasach Holocaustu.
I niech mnie nikt nie przekonuje, że to tylko słowa. W końcu – „na początku było słowo”.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *