7 lat, 4 miesiące i 12 dni

Pamiętacie jeszcze afirmacje? Lata temu były naprawdę modne. Setki, może nawet tysiące, „ekspertów” głowy dawało sobie uciąć, że działają. Należało tylko być metodycznym, cierpliwym i czekać na efekty. I tu był haczyk. Bo żaden ekspert nie podjąłby się określenia (nawet w przybliżeniu), kiedy te efekty się pojawią. Teoretycznie mogły one spaść na osobę afirmującą chwilę po rozpoczęciu „procedur afirmujących”. Niestety, równie dobrze, pożądane efekty mogły się pojawić dopiero po latach nieprzerwanego afirmowania.
W tym momencie – po haczyku – pojawia się genialny trik. Sukces zapewnić miało tylko nieprzerwane afirmowanie. Jeśli to konieczne – nawet latami. Gdybyśmy więc poddali się po 7 latach, 4 miesiącach i 12 dniach, to brak pożądanego rezultatu byłby tylko i wyłącznie naszą winą.
Majstersztyk! Afirmacje działają zawsze; czasami po prostu potrzebują trochę czasu, żeby zastartować. Z reguły znacznie więcej niż „trochę”. Ale nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo. W końcu zaprzęgamy do pracy niezbadane kosmiczne siły, karmę oraz nieskończoną potęgę naszej osobistej podświadomości.
Ja też tam byłam. Bo skoro Kosmos tak po prostu może dać ci wszystko o czym zamarzysz, dlaczego nie skorzystać?
Po pierwsze musisz dokładnie określić czego sobie życzysz. Szczegółowo i w jasnych słowach, bo karma nie będzie się bawić w skomplikowane interpretacje. Należy więc swoje najskrytsze, najważniejsze, najbardziej pożądane marzenie zamknąć w jednym konkretnym zdaniu. Później potrzebny jest już tylko notatnik, długopis i bardzo dużo cierpliwości. Każdego dnia zapisujemy to najważniejsze zdanie, kilkanaście razy przynajmniej, poświęcając na to 10 – 15 minut. Chyba już wtedy, wiele lat temu miałam niejasne przeczucie, że te 10 – 15 minut można spożytkować znacznie lepiej. Niech rzuci jednak kamieniem ten kto nigdy nie marzył, że cud zdarzy się właśnie jemu…
Nie sądzę, żebym była specjalnie dobrą „afirmatorką”. Trwało to kilka tygodni. Może miesięcy. Nie pamiętam. W końcu dobrych kilkanaście lat minęło od tego czasu. Najwyraźniej szybko znalazłam coś co było bardziej warte moich 10 minut.
Nie mam pojęcia dlaczego wróciło to do mnie akurat dziś. Otworzyłam oczy rano i to była pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy: „Kto by pomyślał… To jednak działa…”.
Miała być miłość, szczęście, mały domek… I jest. W ogólnych zarysach – jest. Co prawda: nie ten domek, nie ten mężczyzna i nawet nie ten kraj.
 
Może marzeń nie da się zamknąć w  jednym zdaniu? Może w ogóle nie da się ich zamknąć w słowach?
Może upieranie się przy jednym marzeniu przez 7 lat, 4 miesiące i 12 dni jest po prostu głupotą?
„Uważaj czego sobie życzysz, bo Twoje życzenia mogą się spełnić w najbardziej niespodziewany sposób i to w najbardziej nieoczekiwanym momencie”. Prawda?… Wygląda na to, że tak.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *