Pajęczyna w ogrodzie

Jestem zmęczona.
Dla ilu z nas to króciutkie zdanie okazałoby się najlepszym podsumowaniem rzeczywistości?
Zasypiamy zmęczeni i zmęczeni się budzimy, bo pięć czy sześć godzin snu to za mało. Jesteśmy zmęczeni w piątkowe popołudnie, po całym tygodniu pracy. Jeszcze bardziej zmęczeni jesteśmy w poniedziałkowe poranki. Okazuje się, że jeden weekend to za mało, żeby odespać zaległości. A przecież sobota i niedziela to czas kiedy odrabiamy zaległości i na innych polach. Chciałoby się spędzić więcej czasu z dziećmi, dom przydałoby się trochę ogarnąć, zrobić jakieś większe zakupy. Może ugotować coś specjalnego. Może odwiedzić dawno niewidzianych dziadków. Może sobotni wieczór z przyjaciółką. W końcu od ostatniego spotkania minęło już… trzy miesiące prawie. Jak to w ogóle możliwe?!
„Jestem zmęczony” to nasze drugie imię, najpopularniejszy nickname.
Sami sobie to robimy, bo przecież jest tyle możliwości, tyle miejsc do zobaczenia, tyle rzeczy do spróbowania. Przecież będziemy żałować jeśli cokolwiek sobie odpuścimy.
Możemy pójść tą drogą. Wielu z nas to robi. Żyjemy w wiecznym strachu, że coś nas ominie, łapczywie chwytając wszystko co błyśnie, zalśni na horyzoncie.
Nasze cele są jak oszałamiające, lśniące szkłem i stalą drapacze chmur. Samo spojrzenie na nie napędza nas, żeby jeszcze bardziej, mocniej, dalej, wyżej…
Pracujemy coraz więcej, żeby coraz więcej osiągnąć, coraz więcej zarobić, coraz więcej kupić, coraz więcej mieć.
 
Carolyn. W tym tygodniu pięć długich, dwunastogodzinnych dni w pracy. W poprzednim tygodniu dokładnie tak samo. W następnym – bez zmian. Nie, nie przy biurku. Carolyn jest pielęgniarką na onkologii, a to oznacza dwanaście godzin w pośpiechu, w biegu, w napięciu. To oznacza, że nie może sobie pozwalać na błędy. Że powinna być dokładna i skupiona na pracy, jednocześnie zawsze mając chwilę na ciepłe słowo i uśmiech dla pacjentów. W końcu to onkologia. I w końcu to oni są tu najważniejsi.
Carolyn ma też do ogarnięcia dom z dwójką synów w wieku wczesnonastoletnim, a także studentów, którym wynajmuje pokoje.
Zasadniczo, zgodnie z kontraktem, Carolyn powinna pracować trzy dni w tygodniu. Pozostałe to nadgodziny.
Ale Carolyn chce więcej. Chce tych wszystkich rzeczy, które można kupić za pieniądze. Chce ekskluzywnych wakacji, przynajmniej kilka razy w roku.
Stąd nadgodziny, stąd kręcący się po domu studenci.
Coś za coś. Przez ogromną większość jej czasu Carolyn jest niedospana i ekstremalnie zmęczona. Męczy ją poczucie winy, że mężowi i chłopcom nie poświęca tyle czasu i uwagi ile powinna. Cóż, taka wydaje się być cena, kiedy chce się mieć wakacje życia zdecydowanie częściej niż raz w życiu, a nie jest się milionerką, lecz po prostu pracującą mamą.
Dla Carolyn jednak kilka razy w roku przychodzi czas nagrody. Narty w Szwajcarii, marokańskie targowiska, długi weekend w Pradze. Ostatnio trzy tygodnie w Azji. Hong Kong, Wietnam, Kambodża, Filipiny. Każdego dnia atrakcja goniła atrakcję. Nurkowanie, zwiedzanie, restauracje, samoloty, hotele, plaże i wielkie miasta. Setki zdjęć na Instagramie. Wciąż w biegu, żeby więcej zobaczyć, więcej doznać, żeby wycisnąć z tych kosztujących tysiące funtów wakacji wszystko co da się wycisnąć. Owszem, było i trochę wylegiwania się na gorącym piasku, patrzenia w bezchmurne niebo i słuchania fal. Nie za dużo jednak, bo w końcu tyle możliwości czeka.
 
Podziwiam Carolyn. Patrzę na nią i czuję się leniwa. I bezużyteczna. W końcu przecież mogłabym spróbować żyć tak samo: więcej pracować, więcej zobaczyć… Więcej, więcej, więcej…
A ja tymczasem siedzę w ogródku. Korzystam z pierwszych chwil jesiennego słońca. Całkiem ciepłe to słońce i gdyby nie spoglądać w kalendarz można byłoby je uznać za słońce letnie. Kawa paruje, książka czeka kiedy do niej wrócę. Ja jednak chwilowo zajęta jestem obserwowaniem pająka budującego sieć między bluszczem a fuksją. To całkiem duża sieć i całkiem spory pająk. Raczej nie zaprzyjaźnilibyśmy się gdyby zdecydował się budować tę sieć w środku, w łazience na przykład. Ale w ogródku – ok, czemu nie.
Marnuję czas? Pewnie można tak powiedzieć. Można też uznać, że próbuję być szczęśliwa.
 
Pointy nie będzie. Noce w Hong Kongu i nieustanny bieg, slow coffee i kontemplacja pajęczej sieci. Nic nie jest lepsze ani gorsze. Szukamy tego co do nas pasuje. Mamy szczęście jeśli uda się nam znaleźć.

You may also like

1 komentarz

  1. Dopisuję się do grupy „jestem zmęczona” ale szczęśliwa. Doba jest za krótka! Jednak po całym 5-dniowym roboczym wariatkowie dobrze jest poobserwować pająka, wskoczyć na rower, pójść na grzyby. Może to nie Filipiny ale też cudownie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *