#MeToo

Szczerze, z ręką na sercu, której z nas się to nigdy nie przydarzyło?
Powiem, że większość zna to z autopsji i pewnie minę się z prawdą. Najpewniej bliższe prawdy jest stwierdzenie: „Wszystkim nam się zdarzyło”. Wszystkim nam wciąż się zdarza.
Głównie – staramy się nie zauważać. Albo – nie robić problemu. Przecież nie chcemy być „snowflakes”, niedotykalskimi śnieżynkami z zadartym noskiem. Przecież w zasadzie powinnyśmy być wdzięczne, że ktoś w ogóle zwrócił na nas uwagę. Że ktoś uznał za na tyle atrakcyjne, żeby gwizdnąć, rzucić pieprzny komplement albo i w pośladek klepnąć, jeśli nadarzy się okazja. Przecież podziw i atencję tak właśnie się okazuje. Przecież powinnyśmy doceniać, że ktoś jeszcze w ogóle uznaje nasze wdzięki za warte gwizdnięcia czy klepnięcia. Za kilka lat nikt się już nawet nie obejrzy i dopiero wtedy docenimy ile straciłyśmy.
Ostatnio głośno było o akcji przeprowadzonej przez jedną z użytkowniczek Instagrama. „Przeprowadzona akcja” to szumne określenie. Dziewczyna się po prostu wkurzyła i zaczęła robić sobie selfie z tymi wszystkimi gwiżdżącymi, pokrzykującymi, oferującymi randkowe propozycje, klepiącymi (w przenośni i dosłownie) osobnikami.
Ona urodziwa, w okolicach dwudziestki. A adoratorzy? Przedział wiekowy ogromny. Część chyba nawet po sześćdziesiątce. Aparycja… Różna. Zdecydowanie jednak bez kompleksów na tym tle. Błysk inteligencji w oku? Myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą – błysk ten nie występował.
A jednak wszyscy oni czuli się uprawnieni do obcesowego i prymitywnego wyrażania zachwytów. Byli absolutnie przekonani, że dziewczyna powinna być wręcz wdzięczna za te umizgi.
Znamy to. Znamy uwagi panów spod sklepu, dalekich wujków, nawet uczelnianych wykładowców. Wiemy, że nigdy by nie uwierzyli, gdyby ktoś próbował ich przekonać, że to niewłaściwe. Wiemy, że zapałaliby świętym oburzeniem na określenie „seksualny drapieżca”.
Wychowane na grzeczne dziewczynki nauczyłyśmy się wypierać własne uczucia. Bo przecież czułyśmy, że coś jest nie tak. Ale głupio było protestować. W końcu najpewniej wujek chciał być tylko miły. Uznawałyśmy, że to z nami jest coś nie tak skoro czujemy się dotknięte, wręcz brudne, skoro zasadniczo ktoś nas tylko komplementuje. Co z tego, że mówi tylko o piersiach czy tyłku. W końcu nie da się zaprzeczyć, że mamy piersi i tyłek. A że dla niektórych składamy się tylko z piersi i tyłka? Najpewniej to nasza obsesja. Najpewniej jesteśmy przeczulone. Najpewniej brak nam poczucia humoru.
I wiecie co? Jeśli raz wyprzesz się swoich uczuć – każdy następny raz przyjdzie ci łatwiej. Wiem, przerabiałam to. A w związku z tym im jest łatwiej posunąć się dalej przy następnej okazji. Dziś seksistowska uwaga, jutro klaps. „Bo tak naprawdę to one to lubią”.
Chyba i mnie zdarzyło się powiedzieć moim córkom „Powinnaś być grzeczną dziewczynką”. Nie pamiętam. Nie jest to moja mantra, więc mam nadzieję, że jednak nie.
Nie chcę, żeby były grzeczne. Chcę, żeby były wolne, na tyle na ile jest to możliwe nie naruszając wolności innych. Chcę, żeby były szczęśliwe. Nie chcę, żeby się uśmiechały, kiedy ktoś je rani – a tak robią grzeczne dziewczynki. Chcę, żeby umiały powiedzieć „nie”. Chcę, żeby nauczyły mówić „nie” swoje córki.
#MeToo

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *