Miliony mil stąd

Kot w pustym mieszkaniu
Wisława Szymborska
 
Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.  
 
 
Nie da ująć się tego lepiej. Ktoś był, a teraz go nie ma. Wszystko jest nie tak jak być powinno. Bo niby życie się toczy, ale w irytująco inny sposób.
Ktoś nas zostawił. Nie dlatego, że chciał, nie dlatego, że tak wybrał. Ale prawdą jest, że nas zostawił. Jesteśmy na niego źli, choć przecież nie powinniśmy. Jesteśmy źli na siebie, że tak czujemy. Udajemy, nawet sami przed sobą, że wcale tak nie czujemy.
Tęsknimy. W beznadziejny sposób, bo przecież nie ma szans, żeby cokolwiek zmienić. Próbujemy rozmawiać. Czasami udajemy, że to dialog, a nie monolog. Czasami jesteśmy wręcz pewni, że to dialog. Bo TEN sen, bo jakiś znak, czytelny i jasny tylko dla nas.
Nawet jeśli nie wierzymy, to jednak zdarza się nam wierzyć, bo kto wie? Bo może jednak?
 
Wszyscy przez to przeszliśmy lub przez to przejdziemy.
Nigdy nie wiedziałam co mogę powiedzieć komuś kto cierpi po stracie kochanej osoby. Nie znam takich słów. Znam kojący dotyk i wspólne łzy.
 
Kiedy umiera ktoś bliski i my trochę z nim umieramy. Bez Niego lub bez Niej nigdy nie będziemy już dokładnie tacy sami jak przedtem.
Jednak bardziej niż my umieramy, On lub Ona zostają z nami. Wciąż obecni.
 
Pierwszy listopada. Angielskie nieduże miasteczko. Nikt tu nie myśli o tych, którzy odeszli. Na pewno nie więcej niż każdego innego dnia.
Ludzie nie wyruszają tłumnie na cmentarze. Właściwie nikogo tam nie ma. Nie ma świeczek, nie ma kwiatów. Dzień jak co dzień. Pragmatycznie.
W takie dni Polska jest wyjątkowo daleko. Miliony mil stąd.

You may also like

2 komentarze

    1. Nie sądzę, żeby w którymkolwiek z europejskich państw było podobnie jak w Polsce. Może Ameryka Południowa?… Choć w trochę inny sposób jednak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *