Nostalgia

Tydzień upłynął pracowicie i produktywnie. Można nawet powiedzieć, że obiecująco. Przyniósł nowe, nieoczekiwane możliwości. Z gatunku tych, których nawet do siebie nie dopuszczamy. Bo takie nierealne, bo takie… przenoszące na kompletnie nowy poziom.
Ale – w tej chwili to jednak jeszcze tylko możliwości, pięknie majaczące na horyzoncie. Dotrę tam za kilka miesięcy i wtedy przekonam się czy omamił mnie blask fałszywych błyskotek, czy może rzeczywiście przede mną zupełnie nowy etap.
Żeby jednak rzucić trochę cienia na ten świetlany obrazek, przyznam, że nie obyło się bez rozczarowań. A przynajmniej jednego rozczarowania. Uparcie powracającego co roku, mniej więcej o tej samej porze.
 
Bo znów nie było pączków.
 
Owszem, mamy tu wszelkiej maści doughnuty. Mini, maxi, w średnim rozmiarze. Z dziurką w środku albo bez dziurki. Bez nadzienia albo z najróżniejszymi nadzieniami do wyboru. Z dżemem, z marmoladą, z czekoladą, z bitą śmietaną, z kremem custard. Posypane cukrem pudrem albo oblane czekoladą.
I jest tylko jeden problem: doughnuty nie umywają się do naszych klasycznych polskich pączków. Może dlatego, że produkowane są masowo, taśmowo, bez duszy i bez, robiącego sporą różnicę, pierwiastka ludzkiego.
Oczywiście, pączki pączkom nie były równe. Tych najlepszych szukało się metodą prób i błędów. Supermarketowe były ostatecznością, z którą godziliśmy się, kiedy wszystkie inne opcje zawiodły. Można było ewentualnie zjeść jednego. Żeby pozostać w zgodzie z tradycją. Jednak niechętnie marszcząc nosek i oświadczając, że to absolutnie nie to.
Miało się swoje typy małych, rodzinnych piekarni – to one miały najlepsze pączki. Czego dowodem były tasiemcowe kolejki w każdy Tłusty Czwartek.
A później zabierało się te wyczekane grzeszne przyjemności do domu; przynajmniej dziesięć, czasami nawet dwadzieścia. Jeszcze ciepłe. Próbując ignorować tłuste plamy na pergaminowej torbie (zresztą, to przecież pączki – powinny być tłuste!).
Zajadało się je rodzinnie przy kubku kawy albo herbaty. Świeżutkie, rozpływające się w ustach, pachnące różą… Oblizując lepkie od lukru palce.
 
Niekoniecznie tęsknię za Polską. Brakuje mi jednak tych małych, specjalnych momentów.
Czyżby nostalgia?…

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *