Prawda versus wiosenne tulipany

To musi być jedna z niepisanych zasad blogosfery. A może nawet jedna z gdzieś tam zapisanych. Brzmi ona: „Żyjemy w rzeczywistości równoległej”.
Pewnie dałoby się ją sformułować bardziej szczegółowo i dobitnie. „Pamiętaj, Twój każdy czytelnik jest na wagę złota. Za żadną cenę nie chcesz go urazić, a tym bardziej do siebie zrazić. A skoro nie wiesz czy jest on z prawej, czy z lewej strony, to najlepiej nie opowiadaj się za żadną ze stron. Skup się na urokach wiosny w Paryżu, pieczeniu ekologicznego chleba, wyborze najlepszych zajęć dodatkowych dla trzylatka. Dopuszczalne są rozważania czy konturowanie jest passe oraz próby przewidzenia co będzie nową czernią w sezonie wiosennym”.
Tak, wiem, są blogi czysto polityczne. I tak, wiem, ich właściciele z reguły mają polityczne przekonania i odnoszą się do rzeczywistości na bieżąco. Nie o nie mi jednak chodzi.
Chodzi mi o to, że choćbyśmy nie wiem jak bardzo starali się żyć w rzeczywistości równoległej, ta prawdziwa, zza okna, w końcu i tak wyciągnie po nas ręce.
A jeśli nie po nas, to po naszych przyjaciół, dzieci, rodziców. Postawi przed niemożliwym wyborem. Zabierze powietrze z płuc. Zabierze ziemię spod nóg.
A jeśli nawet nie po nas i nie po naszych bliskich, wyciągnie ręce po kogoś. Po jakąś anonimową rodzinę z Wrocławia albo z zupełnie innej części Polski. Po samotną, nieśmiałą dziewczynę, która nawet nie ma nikogo komu mogłaby się zwierzyć.
Świat zza drugiej strony telewizyjnego czy komputerowego ekranu dotyczy nas i zawsze będzie dotyczył. Choćbyśmy próbowali budować naszą własną rzeczywistość, kompletnie niezależną, oddzielną. Przez chwilę możemy nawet uwierzyć, że się nam udało, a jednak – tyle wiem na pewno – to będzie tylko ułuda.
Jakkolwiek perfekcyjnie doszlifujemy nasz własny, osobisty Matrix, nie ustrzeżemy się szpar, dziurek, przetarć. Pojawią się najpierw drobne przecieki, które zatkamy pośpiesznie, starając się zapomnieć natychmiast, że w ogóle się zdarzyły. Łatki jednak mają do siebie to, że nie trzymają za długo. A rzeczywistość nie ustaje, napiera. I nagle może się okazać, że jesteśmy po uszy w czymś czego istnienie wypieraliśmy.
Są blogi, które czytuję, bo są praktyczne i użyteczne. Dokładnie tyle. I niczego więcej od nich nie oczekuję.
Ale jest też kilka blogów, które są dla mnie niemal jak przyjaciele. Niestety, w tym zdaniu najważniejsze jest „niemal”. Bo tak naprawdę nigdy nie dowiem się co myślą ich właściciele. Nie przeczytam: „Dzisiejsze wiadomości sprawiły, że aż się gotuję! Do głowy by mi nie przyszło…”. Nie dowiem się co jest prawdą, a co kreacją. Może po prostu czas dojrzeć i pogodzić się z myślą, że jeśli chcę prawdy, to nie na blogach powinnam jej szukać. Może tu wcale nie o prawdę chodzi?
A może to tylko mój własny, osobisty kryzys wiary i zaufania? Może to tylko ja nie potrafię egzystować w rzeczywistościach równoległych? Może są tacy, którzy opanowali to do perfekcji?
 
Hmmm, teraz kiedy zapętliłam się już dokumentnie, czy znajdzie się ktoś kto mi podpowie, gdzie leży prawda? A może w ogóle dać sobie spokój z jej szukaniem i ewentualnie znaleźć odpowiedź na pytanie w jakim wazonie najlepiej będą się prezentowały pierwsze, wiosenne tulipany.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *