Best of both worlds

Wielkanoc za nami, może więc czas, żeby porównać jak wygląda ona w Polsce, a jak w UK.
Różnica między polską a brytyjską Wielkanocą? Zasadnicza. Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że brytyjska Wielkanoc nie istnieje. Oczywiście jest Easter. W moim otoczeniu nie zanotowałam związanych z nim konotacji religijnych czy duchowych. Gdyby zapytać ludzi o co w tym wszystkim chodzi, może niektórzy nawet by wiedzieli, ale czy ktokolwiek przywiązuje do tego wagę? Oczywiście prawie wszyscy mają wolne dni. Oczywiście szkoły są zamknięte. I oczywiście – są jajka. Jednak to nie przemysł drobiarski osiąga największe zyski, ponieważ jajka są głównie czekoladowe. Ich wybór za to – oszałamiający. Duże, średnie, małe, na miniaturowych kończąc. Każda cukiernicza marka produkuje swoje. Niektóre na każdą kieszeń. Niektóre luksusowe. Za takie trzeba zapłacić nawet sporo ponad dwadzieścia funtów. Jeśli w okresie wielkanocnym ktoś mówi tu o jajkach to na 99% ma na myśli jajka czekoladowe. Jeśli wyłączyć te czekoladowe, spożycie jajek w UK w Wielkanoc nie rośnie ani o jotę. Takie jest moje osobiste wrażenie, nie sądzę jednak, żebym się myliła. Nie ma pisanek. Nie ma jajek faszerowanych. Nie ma sałatki ziemniaczano-jarzynowej (tak, tak, dokładnie tej samej, z jajkami i majonezem).
Nie ma Palmowej Niedzieli i święconki. Niewiele osób wiąże tu Easter z wiarą, z religią. Czekoladowe jajka na pierwszym miejscu. Ewentualnie Easter Bunny. Może jakiś kurczaczek… Baranków nie zauważyłam.
Tradycyjne potrawy? Coś w rodzaju naszego żurku albo mazurków? Raczej też niekoniecznie. Może roast dinner? Pieczone ziemniaki, pieczony korzeń pietruszki (moim zdaniem przepyszny), gotowane warzywa, pieczone mięso (często baranina, ale i indyk się nada). Z tym, że roast dinner jest niekoniecznie aż tak wyjątkowy i odświętny. W niekórych domach jada się go w niemal każdą niedzielę.
Największa świąteczna radość dla zapracowanych dorosłych to kilka wolnych dni, co często oznacza okazję do poważnego imprezowania. W marketowych wózkach przed świętami, oprócz czekoladowych jajek i indyków, butelki i puszki. Dużo. Prosecco, wino czerwone, wino białe, nieśmiertelne rose, Guinness. Kolejna okazja, żeby się zresetować. Ale to znamy i z Polski, prawda?
Oczywiście i tu wiele osób głęboko przeżywa Wielkanoc. Ja znam sporo Filipińczyków czy Hindusów, dla których to wyjątkowy czas. Jestem przekonana, że niemało jest i Anglików, którzy czują podobnie. Jednak osobiście na takiego nie trafiłam.
Możemy więc sobie narzekać jak bardzo się w Polsce skomercjalizowaliśmy, jak biegniemy, bez tchu, zapominając o tym co ważne, jak wszystko obraca się wyłącznie wokół uginających się stołów i tego co można zobaczyć w telewizji. Ja jednak widziałam coś zupełnie innego. Widziałam tysiące ludzi wracających do bliskich na Święta. Widziałam kilometrowe korki na autostradach, szczególnie w okolicach zachodniej granicy. Widziałam szczęśliwych ludzi podczas rodzinnych spacerów. Widziałam jak tęsknimy, jak nie możemy się doczekać tego specjalnego czasu. Jak bardzo doceniamy, że możemy być razem.
Absolutnie nie mam nic przeciwko „europejskości”. Jestem wierną fanką Unii Europejskiej i Polski jako jej członka. (Przekonana jestem, że Wielka Brytania robi ogromny błąd wybierając Brexit, ale to część brytyjskości – robić wszystko na swój niepowtarzalny brytyjski sposób.) Wierzę, że duży może więcej. Jestem głęboko przekonana, że pojedynczym państwom będzie coraz trudniej osiągać cele bez wsparcia z zewnątrz. Wierzę, że my jako ludzkość dojrzewamy i zdajemy sobie sprawę, że znacznie więcej osiągamy współpracując niż rywalizując czy wręcz ze sobą walcząc.
Z drugiej jednak strony uważam, że warto pielęgnować nasze „piękne różnice”. Przywiązanie do tradycji. Silne więzy rodzinne. Ale też tolerancję. Bo przecież kiedyś byliśmy uznawani za najbardziej tolerancyjny naród w Europie. Przynajmniej tak pamiętam ze szkoły.
Pielęgnujmy, a może i dzielmy się naszymi drobnymi odmiennościami – nasze polskie poczciwe pisanki wywołały w mojej pracy niekłamany zachwyt. I nas mogą zachwycać odmienności innych. Warto być na nie otwartym. Warto podchodzić do nich z szacunkiem.
Best of both worlds. Moim zdaniem to całkiem sensowna koncepcja.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *