Nie opowiem Ci mojej historii

Kiedyś wydawało mi się, że jestem wyjątkowa. Specjalna. Że osiągnę szczyty, o których niewielu może marzyć.
Że zmienię świat. Albo, przynajmniej, napiszę genialną książkę, która w dodatku okaże się przebojem. W filmowej adaptacji zagra Leo. Ewentualnie Johnny Depp.
Dość szybko jednak dorosłam i wróciłam na ziemię.
Wyszło mi, że jednak geniuszem nie jestem. Co więcej, nie jestem nawet specjalnie wyjątkowa. Ot, kolejna zwykła dziewczyna jakich miliony.
I tu się zatrzymałam. Bo choć może nie geniusz, choć może tylko zwykła dziewczyna to może przynajmniej dziewczyna, która nosi w sobie niezwykłą historię. A kiedy już przeleje tę historię na papier…
Tak się jednak złożyło, że dziewczyna jako dwudziestolatka była tak zajęta życiem, że nie było mowy, żeby znalazła czas na przelewanie historii na papier. Później była jeszcze bardziej zajęta, bo była nie tylko dziewczyną, ale też żoną i mamą. W dodatku była szczęśliwą żoną i mamą, co, wbrew pozorom, nie motywuje specjalnie do przenoszenia na papier wyjątkowych historii. Skoro samo życie jest wystarczająco satysfakcjonujące…
Dziewczyna była coraz mniej dziewczyną, choć wciąż dziewczyną się czuła. I wciąż wierzyła, że przyjdzie właściwy czas na jej historię.
Później, znienacka, świat się troszeczkę zawalił. Dziewczyna zapomniała o swojej historii. Pojawiły się inne. Zbyt smutne, żeby je opowiadać. W sumie wolałaby ich nie znać, ale trudno było się ich pozbyć, kiedy już pojawiły. Były trochę jak bezdomne koty. Raz nakarmione – zostawały na zawsze.
Któregoś wieczora, kiedy smutne historie wróciły jak zwykle, łasząc się i mrucząc, pomyślała, że może jeśli o nich napisze, będą gotowe odejść. Spróbowała. Próbowała wiele razy. Ostatecznie musiała się jednak poddać i przyznać, że nie jest specjalistką od smutnych historii. Pogodziła się z tym, że zostaną z nią na zawsze, że nikomu ich nie przekaże. Zresztą, po latach, były jak starzy przyjaciele. No i od dawna nie spędzały z nią już wszystkich wieczorów. Pojawiały się od czasu do czasu, znienacka.
Pewnego leniwego poranka, nieoczekiwanie, wróciła także jej stara, zapomniana historia sprzed lat. (To było wtedy kiedy dziewczyna czasami mogła już sobie pozwalać na leniwe poranki.)
Trochę jak duch, niematerialna, trudna do uchwycenia, jak mgiełka oddechu na mrozie.
Niby nieśmiała, niby niepewna czy rzeczywiście chce wrócić, tak naprawdę jednak historia zamierzała zostać z dziewczyną. Ostatecznie były przyjaciółkami przez lata.
W jakiś sposób należały do siebie nawzajem. Dziewczyna wiedziała, że historia jest jej częścią, że bez niej nie byłaby naprawdę sobą. Historia wiedziała, że bez dziewczyny nie istnieje.
Podobno każdy z nas nosi w sobie przynajmniej jedną historię. Przynajmniej jedną książkę do napisania.
Dziewczyna uznała, że nadszedł czas na nią i jej historię. Żadna z nich nie będzie już bardziej gotowa. Historia była całkiem barwna, miała swoje zwroty i zakręty, bywała dramatyczna, wzruszająca, zabawna. Obiektywnie można ją było nazwać interesującą. Dziewczyna wydawała się jedną z tych, które nieźle dają sobie radę z historiami. Z reguły bez trudu znajdowała właściwe słowa. Teoretycznie wszystko powinno zadziałać jak dobrze naoliwiony mechanizm.
Dziewczyna kupiła notatnik w stokrotki i nowe pióro. Usiadła przy biurku. Była gotowa.
I… nic. Kompletna pustka. Historia była tuż obok. Czekała cierpliwie. A jednak właściwe słowa nie przychodziły. Dziewczyna próbowała, ale wszystko brzmiało nie tak. Coś zgrzytało. Niby było prawdziwe, a jednak rzeczywistości nie oddawało. Niby to była jej historia, a jednak nie było w niej życia.
Dziewczyna uznała, że najpewniej potrzebuje więcej czasu i cierpliwości. Próbowała długo, próbowała miesiącami. Przyglądała się historii pod różnymi kątami, w różnym świetle.
Notatnik w stokrotki wypełniał się kolejnymi przekreślanymi początkami.
Historia trzymała się blisko i niewiele sobie robiła z całego tego zamieszania. Najwyraźniej nie zależało jej na rozgłosie.
„Ale przecież każdy nosi w sobie przynajmniej jedną wartą opowiedzenia historię! I przecież ta moja wcale nie jest taka najgorsza!”.
Dziewczyna postanowiła się przyjrzeć historii jeszcze jeden, ostatni raz. Po cichutku, „zza węgła”, żeby historia przypadkiem nie zorientowała się, że jest obserwowana.
Historia była… normalna. Dokładniej – była zwykła. Najpewniej podobna do innych historii. Owszem, czasami dramatyczna, nawet bardzo dramatyczna. Głównie jednak świetliście optymistyczna. Czasami zabawna. Czasami zapierająca dech w piersiach. Wesoła. Smutna. Piękna. Niedoskonała. Zaskakująca. Wciąż zaskakująca.
Dziewczyna patrzyła na historię. Miały identyczne zielone oczy.
Westchnęła. W sumie wiedziała to od dawna. Po prostu sama przed sobą nie chciała się przyznać.
Nigdy nie będzie w stanie podzielić się historią. Historia była specjalna i wyjątkowa – ale tylko dla niej. Dziewczyna była niezła w słowa, jednak nie aż tak dobra, żeby ubrać w nie historię. Ubrać ją tak, żeby oddać wszystkie kolory, odcienie, niuanse. Ubrać ją tak, żeby inni mogli zrozumieć, poczuć. Zawsze czegoś zabraknie albo czegoś będzie zbyt wiele.
A ona nigdy nie będzie gotowa słuchać jak inni oceniają historię. Że w sumie mogłaby w sobie zmienić to i owo. Że zbyt emocjonalna. Że niedzisiejsza. Że oczy zbyt zielone. No i niedoskonała taka.
Dziewczyna westchnęła i odłożyła notatnik w stokrotki. Niewykluczone, że notatnik przyda się jeszcze kiedyś, w przyszłości. Nie dla tej historii jednak.
 
Wygląda na to, że zostaną razem na zawsze. Bliźniaczki syjamskie. Dziewczyna i jej nieopowiedziana historia.

You may also like

2 komentarze

  1. Czytam i łapię się za głowę. Mam 20 lat i przelewam myśli, swoje historie na papier i bloga. Sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie, bo każda historia jest warta opowiedzenia, a każdy z nas jest wielki i wyjatkowy! Nigdy w to nie wątpię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *