Każdy mały cud

W niedzielę utknęłam na wielkim rondzie. Rondo w drodze do pracy i z pracy. Mijam je od ponad dwóch i pół roku. Utknęłam po raz pierwszy. Nie był to koniec świata – mimo pierwszego wrażenia. I – kolejne nie – nie było żadnego straszliwego wypadku. Nie było w ogóle żadnego wypadku. Wczesny, niedzielny poranek, 6.45, angielski Bank Holiday Weekend (coś w rodzaju naszego długiego weekendu), prawie nikt nie pracuje. A jednak utknęłam w środku wielkiego ronda, w niekończącej się rzece samochodów.
Założę się, że niewiele osób odgadnie powód. Może nawet nikt.
Bo ja proszę państwa utknęłam w morzu samochodów zmierzających na tutejszą giełdę staroci. „Boot sale” konkretniej, czyli coś w rodzaju „wyprzedaży bagażnikowej”.
To jednak z brytyjskich obsesji narodowych – znaleźć skarb na jednej z takich giełd, kupić go za funta, z kamienną twarzą, a później sprzedać za tysiące. Takie lotto, za trochę mniejsze pieniądze, za to z dreszczykiem.
Część szuka pieniędzy, część (podejrzewam, że znacznie większa) szuka nowych, niesamowitych nabytków. Na przykład porcelanowej świnki w szalonych kolorach. Starego, trochę zardzewiałego Rolexa, którego na pewno nie da się naprawić. Chińskiego stoliczka z obtłuczoną nóżką. Pożółkłego pudełka pełnego starych zdjęć obcych ludzi. Niekompletnego kompletu szachów. Zaśniedziałego pierścionka z niepokojąco zielonym oczkiem.
Tak, ludzie naprawdę kupują takie rzeczy. Co więcej: te zakupy ich uszczęśliwiają. Ja absolutnie nie mam nic przeciwko – jeśli ludzi coś uszczęśliwia, dlaczego mieliby sobie tego odmawiać?
Ale ja nie chcę.
Kilka lat temu przyjechałam do obcego kraju z jedną walizką i była to jedna z lepszych rzeczy w moim życiu. Nie sam wyjazd, nie jego powody, nie tęsknota. Jedna walizka natomiast okazała się życiowym błogosławieństwem. Trochę ubrań, parę książek, kilka zdjęć, stary laptop i torebka z dokumentami i pieniędzmi, którą zgubiłam jakieś pięć godzin po wylądowaniu na angielskiej ziemi.
Przetrwałam bez pieniędzy i dokumentów. Niewątpliwie przetrwałabym także bez ciuchów i laptopa.
Od tamtego grudniowego dnia nie zdarza mi się jakoś specjalnie pożądać przedmiotów. Zresztą i wcześniej nie były one moją obsesją – ta przeprowadzka z jedną walizką nie była moją pierwszą przeprowadzką z jedną walizką.
Nie zrozumcie mnie źle. Wciąż lubię otaczać się pięknymi przedmiotami. Wszędzie gdzie to możliwe rozstawiam świece i latarenki. Miesiącami szukam tej jednej, jedynej, idealnej lampy. Zastanawiam się czy spróbować z jeszcze jedną orchideą w naszej sypialni, skoro wszystkie poprzednie odmówiły współpracy. A może znaleźć idealną sztuczną orchideę?… Przecież te bywają równie piękne. Z tym, że jednak nie są prawdziwe.
To wszystko zajmuje mój czas, moje myśli. Jest ważne.
Jednak gdybym znów musiała spakować jedną walizkę i zostawić całą resztę – zrobiłabym to.
Nie obeszłoby się bez bólu – idealnej lampy zawsze będzie trochę szkoda – ale rzeczy to wciąż tylko rzeczy. Jeśli nie da się inaczej, trzeba po prostu zamknąć za sobą drzwi i odejść, nie oglądając się za siebie.
 
Na koniec wróćmy na chwilkę na zakorkowane rondo. Setki aut zmierzających na giełdę, a wśród nich kilka podążających w innym kierunku. W każdym z nich – pielęgniarka. Bo rondo na drodze do szpitala, a dzienna zmiana zaczyna się o siódmej.
Rondo zablokowane, pielęgniarki zestresowane, policji ani widu, ani słychu.
Nagle jedna z dziewczyn w niebieskim uniformie (tu pielęgniarki noszą się na niebiesko) wysiada z samochodu, wskazuje na swój „pracowy mundurek”, macha w kierunku oddalonego o kilka mil szpitala. Później wysiada druga. I trzecia. Kilka innych miga światłami.
I staje się cud. Zmierzające na giełdę samochody, ściskają się przy środku ronda, robiąc miejsce. Bez policji, bez odgórnych nakazów, bez protestów.
 
Każdy mały cud się liczy. A te w niedzielne poranki – nawet podwójnie 😉.

You may also like

19 komentarzy

  1. Piękne zachowanie i prawdziwy cud.
    A z jedną walizką pewnie bym nie potrafił się wyprowadzić, zapłakałbym się za zdjęciami 🙁 Chociaż kiedyś potrafiłem wynieść się z domu z jednym plecakiem…

  2. Bardzo podoba mi się jak piszesz. Mi również bliska jest idea otaczenia się pięknymi rzeczami, ale z dystansem. Żeby nie stało się to jedynym sensem. A opisana historia samochodowa – od razu się uśmiecham! Lecę czytać kolejne teksty, ciekawa jestem 😊

  3. Ja jak jechałam pierwszy raz do Anglii też jechałam z jedną walizką i jakoś wszystko pomieściłam, teraz pewnie też bym dała radę, ale wybierając się wolę zabrać więcej rzeczy:) Sytuacja na rondzie bardzo ciekawa i jak widać jednak jak się chce, to się da radę:)

    1. „… bo w tym wielki jest ambaras aby wszyscy chcieli naraz”. Tam akurat lubią pielęgniarki i rozumieją sens ich interwencji.
      Kupię sobie niebieski kostiumik

  4. Cuda się zdarzają, nie tylko na wyspach. A idealnych lamp i orchidei niestety nie ma! Tak samo jak idealnych ludzi. Pozostało nam tylko, a może aż ….pracować nad sobą. 🙂

      1. Ani Wiara, ani tym bardziej szukanie dowodów nadto że jest w co wierzyć jeszcze nie są zbrodnią.
        Z ostrożności procesowej powiem…póki co nie są!
        😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *