Czerwone wstążki

„I co ja robię tu?…” mogłabym zanucić cytując Elektryczne Gitary. Mogłabym, gdyby nucenie było moją mocną stroną. Albo w ogóle jakąkolwiek stroną. Jednak, bezdyskusyjnie, nie jest. Nie zanucę więc; zawsze jednak mogę powtórzyć: co ja tutaj robię?…
Bo jak to tak: być zadeklarowaną introwertyczką i pisać bloga? Czy to może znaczyć, że potajemnie jestem ekstrawertyczką, która sama przed sobą się do tego nie przyznaje? A może jestem introwertyczką do potęgi, która używa bloga, żeby jeszcze skuteczniej, jeszcze głębiej ukrywać się przed ludźmi?
Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
Chyba najbliższe prawdy jest wyjaśnienie, że jestem introwertyczką, która lubi ludzi i która jest ich nieustająco ciekawa. Najchętniej narzuciłabym na siebie pelerynę-niewidkę, a później już tylko patrzyła, słuchała, chłonęła. (Wiem, taka wizja przyprawia o gęsią skórkę, może więc lepiej, że posiadanie takiej pelerynki mi nie grozi.)
Tak czy inaczej: słucham, obserwuję, nasiąkam jak gąbka, kiedy tylko się da. Nawet nie muszę się za bardzo starać. Wprost przeciwnie: nawet kiedy próbuję odwrócić głowę, zamknąć oczy, historie znajdują miejsce, żeby zacząć się sączyć. A kiedy już zaczną – nie ma mocnych – trzeba ich wysłuchać do końca.
Jestem introwertyczką uzależnioną od ludzi i ich historii. Pochłaniam je, nasiąkam nimi. Kiedyś wydawało mi się, że to wystarczy, okazuje się jednak, że gąbki nie są w stanie nasiąkać bez końca.
Stare historie muszą zrobić miejsce nowym.
Z drugiej strony nie mogę ich tak po prostu wyrzucić, zapomnieć. Próbuję im znaleźć miejsce godziwego odpoczynku, zasłużonej emerytury. Zostawiam czerwone wstążki na ścieżkach, które do nich prowadzą – a nuż ktoś zechce tam trafić, poznać je, wysłuchać?
Zostawiam czerwone wstążki, żebym sama nie zapomniała drogi, żebym mogła wrócić. Ewentualnie. W przyszłości.
Jak każda introwertyczka zapisuję historie, żeby nie musieć o nich mówić.
Wracam z pracy i na pytanie „Jak tam dziś było?” , odpowiadam: „Nic specjalnego. Dzień jak każdy”.
Jak każda introwertyczka próbuję nie obciążać bliskich moimi historiami.
Zostawiam czerwone wstążki dla tych, którzy chcą je odnaleźć.

You may also like

22 komentarze

  1. Napisałem długi komentarz,cbyl sobie zniknął. Nic to napiszę znowu, ale to już inna rzeka!:-)
    Nie zawsze piszemy aby ktoś czytał. Kogokolwiek! Łącznie z sobą!
    Za, i nikt nie jest ani intro, ani extra? Zresztą pokaż gdzie..?? Zaczyna się „Ja”a gdzie się kończy?:-)

  2. Obiecałem jeszcze napisać, choć czytać nie trzeba:-P
    Pisałem zawsze. Wolałem to i czytanie niż ludzi. Pisałem podczas pracy na morzu. Zawsze do ktoś i dla kogoś. Najczęściej dla siebie lecz sam tego nie chciałem! To dziwne, trochę jak u Ciebie. Kilka lat temu znowu pisałem i nigdzie tego nie publikowałem. Potem ( była już umowa z wydawnictwem) tom miało być wydane) no i nagle wszystkimi zginęło w komputerze! Potem jakoś odnalazłem.
    Nie wiem po co ale zaczepem bloga. Żadnych słów przewodnich, żadnych tagów itp. Pisałem i pisze dla siebie , a sam nie wiem co piszę i nie chce czytać!
    Dzis ponad 1600 wpisów. A jeszcze rok temu nikt do mnie nie wchodził i wcale za tym nie tęskniłem. Sam nie wiem po co piszę o sprawach, o których sam ze sobą nie chce rozmawiać?
    Myślę że Ty potrzebujesz jednak tego jakiegoś kontaktu ,z kimś innym ,
    Może liczysz że ktoś zrozumie Ciebie, zauważy to czego nie widzą inni. James Alter ego?
    Przyczyną mogą być różne, albo może ich nie być wcale. Po co się zastanawiać. Pisz gdy czujesz że chcesz. Im mniej planów a więcej uczuc, tym lepiej.
    Pozdrowienia Z.:-D

    1. Cóż, nie mogę się nie zgodzić :). Zawsze coś tam pisałam. Zawsze właściwie dla siebie. Zawsze łatwiej porządkowało mi się myśli i uczucia, kiedy przelewałam je na papier. I tak już pewnie zostanie – bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek innego. Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Czasem łatwiej powiedzieć coś komuś zupełnie obcemu niż najbliższej osobie,

  4. hej, spodobało mi się tutaj. Ja jestem ekstrawertyczką, ale też uwielbiam chłonąć historię, uwielbiam ich słuchać. Sama też wiele posiadam 🙂

  5. Introwertycy to ludzie wrażliwi, więc gdyby ich brakło, byłoby smutno, nudno i zwyczajnie źle.
    Każda historia jest inna, dlatego pożądana, czytana.
    Serdecznie pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź Tatul Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *