Chcecie bajki? Oto bajka…

Początki przyjęłam z pozytywnym zainteresowaniem. Może nawet i nutka niedowierzania się pojawiła. W końcu mieszkam w Wielkiej Brytanii już kilka lat. Uwierzcie, że całkiem spora część Brytyjczyków, jeszcze całkiem niedawno, nie przyjęłaby do wiadomości, że członek rodziny królewskiej może poślubić kogoś takiego jak Meghan Markle. I to nie jakiś tam członek rodziny królewskiej. Nie jakiś tam daleki kuzyn. Nie. Sam książę Harry!
Książę Harry! I to kogoś takiego jak Meghan! Amerykańską aktoreczkę. Bo gwiazdą to na pewno nie można jej nazwać. Tyle, że w jakimś serialu się pokazała. Zdecydowanie nie ta sama liga co księżna Grace z Monaco. Bycie Amerykanką ewentualnie jeszcze można jej wybaczyć. Ale nie do końca białą Amerykanką? Nie, oczywiście nikt tu nie jest rasistą, jednak… Nie zapominajmy też, że to rozwódka. W dodatku starsza od Harry’ego.
Niedowierzanie było zdecydowanie powszechne. Negatywne tony – bardziej… podskórne. Niby „It is so lovely”, że Harry jest szczęśliwie zakochany i że królewski ślub na horyzoncie. A jednak pod tymi wszystkimi: czarujące, słodkie, niesamowite, czaiło się coś innego.
Bo to nie tylko kraj z bajkową rodziną królewską. To także, to przede wszystkim, kraj, gdzie ludzie wybrali Brexit. To kraj, w którym rządzi – nie, nie królowa; i nawet nie Theresa May – to kraj, w którym rządzi „Daily Mail”, „The Sun” i inne, podobne im, bulwarówki. Może i politycy wierzą, że to oni byli architektami Brexitu, ale ja nie wątpię, że nie byłoby Brexitu bez brytyjskiej prasy popularnej. Bez cierpliwego i, czasami subtelnego, czasami wprost przeciwnie, wsączania w uszy i mózgi Brytyjczyków, niechęci do innych, do obcych. Znamy to i z Polski, prawda? Z tym, że w UK nie da się tak aż tak wprost i bez specjalnych ograniczeń, jak u nas. To, mimo wszystko, kraj, który szczyci się byciem krajem tolerancyjnym i demokratycznym. To, mimo wszystko, kraj, który JEST tolerancyjny i demokratyczny. Dlatego jad w umysły wsącza się subtelnie, delikatnie i umiejętnie. Dlatego wrzucony na facebooka komentarz: „A ja jakoś nie wierzę tej Meghan. Coś w niej fałszywego. Jakby angielskie dziewczyny nie były wystarczająco dobre…” – zostaje zakrzyczany, a polityczna poprawność wygrywa.
Może więc nie mam racji? Może wsączanie jadu przestało działać? Może nikt już nie zakłada, że biały, Brytyjski książę musi być lepszy od amerykańskiej Mulatki, która grywa w serialach.
Chciałabym w to wierzyć, tak bardzo jak wciąż chcę wierzyć w bajki i dobre zakończenia. Staram się. Udaje się, ale nie zawsze.
Doświadczenie mi podpowiada, że ta bajka może się spełnić dla Harry’ego i Meghan. Oboje są młodzi, otwarci. Oboje raczej nie z tych, którzy pozwalają sobie jad w dusze wsączać.
W tą bajkę wierzą tysiące tych, którzy pojawili się w Windsorze, żeby obserwować ślub na żywo. Miliony przed telewizorami. Współczesne młode kobiety, znające swoją wartość, jak Meghan. Dziewczynki, z otwartymi buziami wpatrujące się w ekran, które wierzą, że gdzieś tam, w przyszłości, i na nie czeka idealny książę.
 
Mieszkam w Wielkiej Brytanii już kilka lat. Słyszałam wiele narzekań na ten kraj. Przede wszystkim od Polaków. Sami Brytyjczycy są tu bardziej powściągliwi. Tak samo jak powściągliwi są w chwaleniu swojego kraju. Cóż, rezerwa to ich drugie imię.
Z pewnością nie jest to idealne miejsce na ziemi. Książęta – na chwilę obecną – wszyscy już zaobrączkowani, więc trudno spodziewać się nowych bajek. Brytyjczycy, którzy wciąż czują się o ułamek procenta lepsi niż reszta ludzkości (nie winię ich aż tak bardzo, w końcu nie tak dawno byli władcami imperium). Pogoda – czasami pozostawiająca wiele do życzenia. Podskórna niechęć do innych…
A jednak… To miejsce, które w tej chwili wydaje się być jednak idealniejsze niż Polska. Bo tu ludzie z zapartym tchem oglądają królewskie śluby, a nie marsze, w których obywatele walczą o swoje prawa. Bo Brytyjczycy przynajmniej starają się ukryć swoje poczucie wyższości nad resztą ludzkości; na pewno nie szczycą się nim tak jak część moich rodaków. Bo tu, gdzie mieszkam prawie nie ma burz i komarów. Bo, gdyby tutaj rodzice z niepełnosprawnymi dziećmi przez miesiąc koczowali w parlamencie… Nie, takiej opcji nie ogarnia nawet moja bujna wyobraźnia.
W pojedynku „Szansa na bajkę” moim zdaniem, niestety, Wielka Brytania wygrywa z Polską. Mają książąt i księżniczki. Księcia Harry’ego i Harry’ego Pottera. Mgliste wieczory. Wrzosowiska. Mają kwitnącą demokrację. A ta – wbrew pozorom – w bajkach sprawdza się całkiem nieźle. Bo to także dzięki niej nie całkiem biała rozwódka feministka wychodzi za idealnego księcia. Tłumy wiwatują. A to co podskórne chowa się jeszcze głębiej pod skórą. Przy odrobinie szczęścia – zniknie na zawsze.

You may also like

21 komentarzy

  1. Nooo, mybtez różne ryby(von tuńczyk) mamy. Zresztą równie radośnie „bezitereswne” jak mamsia ego tacetacod hitlerowskich mundurków. Ale jaki kraj tak książę, bo trudno zapomnieć kto jest teraz dumnym Brytyjczykiem i burmistrzem Londynu:-P A bajki? Cóż tam za różnica, poprzednia wybranka tez miala „przybocznych”.

    1. Jakoś tak odnoszę wrażenie, że bajki to nie Twoja bajka? 😉 Cóż, zgadzam się – nie ma ideałów. Bajka nie musi być idealna. Ja nawet wolę te nie-idealne. Ta bajka akurat mi się podoba. Ale co ja tam wiem – zawsze byłam niepoprawną romantyczką. I pewnie już z tego nie wyrosnę ;).

      1. Niepoprawną? Lepiej się popraw! A co do moich bajek to akurat czasem nastrój jest nieodpowiedni. A i bajkowe postaci jakieś takie zbyt konsumpcyjne i to wcale nie jest piernik!

  2. Przeczytałam uważnie Twoją bajkę. Mam podobne odczucia. A kogo książę wybrał za żonę, nie interesuje mnie zupełnie. I nie rozumiem plotkarskiej ciekawości podwładnych. To dla nich ten cyrk trzeba było wyprawić.
    Jedno jest pewne, bo to prasa i media kreują wizerunki i ustawiają punkt widzenia tak, by widz i czytelnik myślał, że to jego własny.
    W Polsce to widać dokładniej, bo co w telewizji powiedzieli, to święta prawda, choć J.Tischner rozróżniał trzy prawdy.
    Serdecznie pozdrawiam

    1. Tego pewnie powinniśmy obawiać się najbardziej – ludzi, którzy dokładnie wiedzą co jest prawdą i nie dopuszczają do siebie żadnej innej prawdy niż ich własna. Ocenianie świata i innych przychodzi im tak łatwo jak pstryknięcie palcami. Jeden rzut oka i już wiedzą, i już nie mają żadnych wątpliwości…

      1. No jasne bo przecież prawda to prawda, a jej się nie klasyfikuje tylko przyjmuje na wiarę. No i co tam fakty?

    2. No tak prawdy trzy a telewizji to właściwie ile? Co do Pana Tischnera to miał jeszcze jedno imię- ks. Ale niektórych zakochanych w tej najprawdziwszej prawdzie to może boleć! Ale nic to, czyli pół litra na dwóch, też kiedyś wypłynie na sam wierzch!

      1. W Polsce każda telewizja ma własną prawdę. Chyba najlepsze co możemy robić to poddawać czasami naszą własną prawdę w wątpliwość. Żeby nie poczuć się z nią zbyt komfortowo, żeby nie przestawać jej sprawdzać.

  3. Ja bym bajki zostawiła dzieciom, a to co się dzieje w świecie i ile nam naprawdę pokazują a ile wyrezyserowane było to już tylko domysły a życie idzie dalej bo nigdy nic nie jest idealne niestety…..

    1. Ja jednak pozostanę troszkę zachłanna na baśnie i trochę „w tym temacie” niepoprawna i wciąż będę odrobinkę wierzyła w bajki. A co się dzieje za kulisami… Może czasami rzeczywiście lepiej nie wiedzieć?

  4. A ja właśnie z tym mam problem. Nie da się ukryć, że książę i księżniczka to takie twory z bajek. Do poczytania, poogladania, powzruszania się i pokomentowania. Wytwory kultury popularnej. Mają za to zamki, pieniądze, zdjęcia i nie wiem co tam jeszcze. Ja bym tak nie dała rady ani dnia przeżyć, tak na świeczniku, ale są tacy, co o tym marzą. Nie mnie oceniać. Ale, celebrytów, i wszystkich tych, co publicznie wystawiają coś do oceny publicznej – wpisy, artykuły, zdjęcia czy image – oceniać można. No i cóż mam biedna zrobić, jak mi się Meghan nie podoba? Jestem za Kate, slodziutką, szczuplutką, angielską i uroczą. A image Meghan mnie wkurza. No i czy to świadczy o tym, że jestem zacofana i nietolerancyjna? A może jest nietolerancją i patrzenie na ludzi z góry założenie, że jeśli ktoś jest nie do końca biały, rozwiedziony czy przejawiający poglady feministyczne, to już trzeba go lubić, bo inaczej nie wypada?
    Miałam kiedyś koleżankę z niepełnosprawnością. Była z niej, szczerze mówiąc, strasznie wredna baba. Przez jakiś czas czułam się okropnie, nie lubiąc jej. A potem doszłam do wniosku, że może właśnie traktuję ja normalnie? Ludzi lubi się lub nie za cechy charakteru, pierwsze wrażenia czy chemię lub jej brak. Nie można zmuszać się do lubienia kogoś tylko dlatego, że to poprawne politycznie. A może się mylę?

    1. Nie skreślałabym tak całkiem poprawności politycznej. Wierzę, że większość ludzi zachowywałaby się jak należy także bez takiego „kagańca”. Nie wszyscy jednak, niestety. Większość ludzi pewnie także nie kradłaby, nawet gdyby nie było prawa, które zabrania kraść. Społeczeństwo jednak, jako takie, potrzebuje ram. Ja straciłam złudzenia, że społeczeństwa bez ram są w stanie przetrwać. Może to wiek, a może dziś mam po prostu gorszy dzień 😉.
      Co do Meghan… Mam wrażenie, że jej bajka nie toczy się tak jak miała się toczyć. Życie w królewskiej klatce jednak ogranicza, a ona się chyba tego nie spodziewała. Kate za to dokładnie wiedziała na co się pisze.
      Może epoka bajek już za nami?… A dziś już tylko szara rzeczywistość pozostaje ☹

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *