Slow life po czterdziestce

Gdybym napisała, że życie zaczyna się po czterdziestce, byłoby to oczywiste kłamstwo. Jestem pewna, że zgodzą się tu ze mną wszyscy ci, którzy są przed czterdziestką. Niektórzy z nich (zwłaszcza ci SPORO przed czterdziestką) mogą mieć za to nie do końca zdefiniowane, aczkolwiek i tak przerażające, obawy, że po czterdziestce życie się kończy.
Otóż nie. Życie po czterdziestce z reguły wciąż trwa i miewa w dodatku sporo dobrych stron. Bo większość z nas jest już wtedy na etapie, na którym przestała się kopać z koniem i zaakceptowała rzeczywistość taką jaką ona jest.
Ten moment spojrzenia prawdzie w oczy często zdarza się oczywiście i przed czterdziestką. Podobno są i tacy szczęśliwcy, którzy rodzą się z realistycznym podejściem do świata i swoich szans na przyszłość. (Choć czy rzeczywiście szczęśliwcy? Może walka z wiatrakami i wiara w niemożliwe powinny być częścią młodości? Tak jak nieprzespane noce, szalone imprezy i plany, które nie mają prawa się spełnić, choć czasami, o dziwo, się spełniają.)
Pewnie warto przejść przez swój własny okres burzy i naporu, żeby doceniać później spokojne wody i przytulne przystanie.
Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami dwudziestokilku- i trzydziestolatkowie, których życie często także toczy się w szalonym tempie. Jednak to inny rodzaj szaleństwa.
Praca, dzieci, mieszkanie… A może jednak dom? A może inna praca? Kiedy będzie idealny czas na dziecko? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak idealny czas na dziecko? Czy my w ogóle znajdziemy jakikolwiek czas na dziecko? A jeśli w ogóle – to czy to powinien być jedynak, czy co najmniej dwójka? A może wyłącznie rodziny wielodzietne mają sens? Czy zostać tutaj? Bo może jednak emigracja da nam większe szanse na sukces? Czy rzeczywiście tego mężczyznę wybrałam póki śmierć nas nie rozłączy?… Czy to wciąż ta kobieta, którą kochałem bez pamięci?…
Mimo niezaprzeczalnego uroku tego wieku, chyba nie chciałabym być raz jeszcze dwudziestokilkulatką.
Po czterdziestce – z reguły – wszystkie najważniejsze decyzje zostały już podjęte. Dzieci podrosły na tyle, że nie potrzebują nieustannej troski, opieki i zainteresowania. Niektóre już się usamodzielniły albo są tego bardzo bliskie.
Może więc życie nie zaczyna się po czterdziestce, ale życie innej jakości ma szansę po czterdziestce się zacząć. Nie dla każdego oczywiście ta zmiana jakości będzie pozytywna. Sama mam znajomych, którzy lubią życie w oku cyklonu. Nie zwolnili po czterdziestce i najpewniej nie zwolnią w przewidywalnej przyszłości.
Ale to nie ja. Ja doceniam moje dzisiejsze… slow life. Oczywiście – pracuję. Ten punkt nie zmieni się najpewniej w najbliższych latach (chyba, że wygram miliony w Lotto, co nie wydaje się zbyt prawdopodobne; szczególnie, że zasadniczo w ogóle nie grywam). Jednak nawet w pracy moje podejście się zmieniło. Nie traktuję jej jak bożego dopustu, nieuniknionego zła. Dostrzegam i doceniam jak dużo mi ona daje. Staram się ją widzieć jako dar. I to nie na zasadzie, że po prostu mam pracę, w związku, z którą co miesiąc wpływa mi na konto kwota wystarczająca na wszystko co mnie i moim bliskim jest potrzebne. Pracuję z ludźmi chorymi na raka. Wielu z nim towarzyszę w ostatnich chwilach. To dar – jak inaczej mogłabym to nazwać?
Oprócz pracy jest jednak cała reszta, którą próbuję celebrować. Rozmowy, wspólne posiłki, książki, filmy, gotowanie, spacery. Czasami po prostu siedzenie i słuchanie ptaków. Próbuję przeżywać chwile świadomie. Próbuję szukać przyjemności w drobnych czynnościach, których i tak nie da się uniknąć. Myślę: cała tajemnica w nastawieniu. Jeśli postanowisz sobie, że życie będzie sprawiało ci przyjemność, szanse, że rzeczywiście tak będzie – rosną.
Idę na zumbę czy jogę, dlatego, że później czuję się dobrze. Nie traktuję ich jako ciężkiej pracy w celu zgubienia nadprogramowych kilogramów. Jeśli jednak przy okazji coś zgubię – super (to się chyba nazywa wartość dodana).
Parę razy nie zrobiłam czegoś co, wydawałoby się, powinnam bezapelacyjnie zrobić. I wiecie co – świat się nie zawalił. Świat najwyraźniej w ogóle nie zauważył moich potknięć. Albo – co bardziej prawdopodobne – ma je głęboko w nosie.
W wolne dni celebruję poranki. Kawa w łóżku. Czasami odcinek ulubionego serialu. Czasami książka.
Śpię lepiej. Dużo lepiej. To rozkoszne uczucie zasypiać niemal natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki.
Nie jestem perfekcyjna. Nie będę perfekcyjna. Nie chcę być perfekcyjna.
Nie zdobędę szczytów.
Daję sobie prawo do bycia szczęśliwą, bez wyrzutów sumienia.
Gotowa jestem się założyć, że i przed czterdziestką jest to wykonalne.

You may also like

14 komentarzy

    1. Nie napisałam, że życie zaczyna się po czterdziestce, więc do kłamstwa się nie przyznaję ;). Wciąż jednak myślę, że życie zmienia się po czterdziestce. Choć, oczywiście, nie dla wszystkich.

      1. To nie moja sprawa, uważasz co chcesz. Każdy ma prawo uważać ze osiągnął swoj szczyt. Przy osiemnastce, trzydziestce, czterdziestce itd. Czyn się to granicznecdaty różnią. Tym ze niektórzy rezygnują z tego co ich tworzy. Marzeń, „chociaż do tego by niec tylko mieć a byc!
        Cóż, kazdu ma nawet prawo mówić że nie chciałbym juz być młody. Tylko czy sam w to wierzy? ☺

  1. Cóż, dla mnie życie to nie kwestia osiągania szczytów. To raczej kwestia równowagi… I nie kwestia rezygnacji z marzeń – z czasem marzenia się po prostu zmieniają.

  2. U mnie też wiele rzeczy zaczynam celebrować i cieszyć się każdą wspaniałą chwilą i na pewno tak nie było zawsze. Człowiek lepiej zdaje sprawę sobie z upływającego czasu i myślę, że z wiekiem inaczej się to spostrzega. Kiedyś wszystko było przede mną, a teraz wiem że najważniejsze jest tu i teraz. Są rzeczy, z którymi nie warto walczyć i jest mnóstwo, z których po prostu trzeba się cieszyć 🙂

  3. Myślę, że życie toczy się przez cały nasz okres… życia. Wybacz ale nie znalazłam innego słowa musi być dwa razy „życia” w jednym zdaniu. Mniejsza. Ja mam dwadzieścia z hakiem lat. W mojej pracy wszystkie moje koleżanki są 40+ i widzę jak się cieszą, wygłupiają, jak żyją nie patrząc na swój wiek. Czuję się jakby to były moje rówieśniczki. Tak więc życie zaczyna się od narodzin a kończy na śmierci. To jak to nasze życie wygląda to już indywidualna sprawa. Można czuć się młodo nawet pomimo lat przecież 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!

    1. I u mnie w pracy podobnie. Z tym, że ja jestem ta starsza, sporo koleżanek młodszych ;). Nie, nie różnimy się specjalnie. Wydaje mi się tylko, że jest mi łatwiej niż im. Po czterdziestce część obowiązków odpada ;). Pozdrawiam ciepło 🙂

  4. Do czterdziestki mi trochę brakuje…ale patrząc na moich rodziców, uważam, że życie w pełnej parze zaczyna się dużo wcześniej. Pracowitość nie zależy od wieku. Może być osoba mająca 30 lat i mieć masę obowiązków i na odwrót 40-latek, który nie ma czasu na nic, bo praca go tak przytłacza.

    1. Oczywiście, nie ma reguł. W moim przypadku sprawdziło się jednak lekkie zwolnienie tempa po czterdziestce. Więcej czasu na drobne przyjemności, których wcześniej nie doceniałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *