Cecilia

Czy miłość bywa ślepa?
Pewnie długo musiałabym szukać kogoś kto odpowie „nie”.
Miłość bywa ślepa.
Czasami widzi księcia, kiedy dla wszystkich wokół jest jasne, że to najzwyklejsza żaba.
 
Nie jedyny to jednak rodzaj ślepoty powodowanej przez miłość.
 
Kiedy wczoraj wychodziłam z pracy, Cecilia nie chciała otworzyć oczu. Możliwe, że nie miała siły otworzyć oczu.
Cecilia ma prawie 90 lat, białaczkę, złamane kilka tygodni temu biodro. Waży 43 kilo. Z powodu choroby, ale także dlatego, że odmawia jedzenia. Właściwie nie odmawia – po prostu nie je. Udaje się ją namówić na kilka, może kilkanaście, kęsów dziennie. Pewnie dla świętego spokoju.
Cecilia jest silną kobietą – bez wątpienia. Chucherko wyniszczone chorobą, lecz dusza z żelaza. Siła woli – nie do złamania.
Wczoraj Cecilię odwiedziła córka. Po prawie trzech tygodniach nieobecności – była na wakacjach. Żeby nie było wątpliwości: nie winię jej. Różnie się w życiu układa. Wakacje najpewniej były zaplanowane od dawna. Rak nęka Cecilię od lat. Trudno było spodziewać się nagłego pogorszenia. Trudno było spodziewać się złamania kości biodrowej.
Szok córki także mogę zrozumieć: po trzech tygodniach zastała zupełnie inną kobietę. Kiedy wyjeżdżała, Cecilia była samodzielną, niezależną starszą damą. Co prawda, choroba wróciła po raz kolejny, lekarze zastanawiali się nad kolejną chemią, jednak Cecilia trzymała się nieźle.
Dziś nie jest w stanie stanąć o własnych siłach, o chodzeniu nawet nie wspominając.
Jej córka jednak nie zamierzała przyjąć tego do wiadomości. W dodatku, najwyraźniej, silną wolę odziedziczyła po mamie.
W pokoju Cecilii toczyła się bitwa. Bezgłośna. Dla niewprawnego oka pewnie niezauważalna. Tematem przewodnim było: „Wiem, że postanowiłaś się poddać, ale ja się na to nie zgadzam”. Cecilia stała na z góry straconej pozycji. Jak mogła wprost powiedzieć ukochanej córce, że jedyne czego chce, to umrzeć?
Cecilia dała się przetransportować z łóżka na stojący obok fotel. Wmusiła w siebie kilka łyżeczek truskawek ze śmietaną. Od czasu do czasu próbowała się uśmiechać. A nawet dała sobie nałożyć na usta odrobinę szminki w kolorze ciemnej fuksji.
„Zobaczysz – jeszcze będziemy maszerowały godzinami po plaży. Jak zawsze. Zobaczysz. Tylko musisz się za siebie wziąć. Razem się weźmiemy. Przypilnuję jedzenia. Wiem jaki z ciebie uparciuch, ale ja też jestem uparta…”.
Szczebiotanie nie milkło godzinami. Cecilia wtapiała się w fotel. Jakby było jej coraz mniej. Jakby znikała.
Kiedy jej córka wyszła, a my z powrotem położyłyśmy ją do łóżka, nie chciała otworzyć oczu.
 
Kto z nas nigdy nie popełnił grzechu ślepej miłości? Kto z nas nigdy nie wiedział lepiej, czego tak naprawdę potrzebuje ukochana osoba?
 
Czy to, że przecież chcieliśmy dobrze, wystarczy, żeby te grzechy zostały nam odpuszczone?

You may also like

18 komentarzy

  1. Dopóki nie zrozumiemy że nasze życie to tylko pewien malutki przystanek tak będziemy reagować na smierć.☺

    1. Powoli zaczyna mi wychodzić, że właśnie równowaga daje najwięcej szczęścia. Albo inaczej: równowaga daje ten rodzaj szczęścia, który, dla mnie, jest najcenniejszy.
      Pozdrawiam

  2. Piękny, mądry, trudny post. Myślę, że córka Cecilii chciała pokazać matce, że ją kocha i potrzebuje, że nie odpuszcza tak łatwo walki o jej życie. Nigdy nie wiadomo, kto tak naprawdę czego potrzebuje w takich chwilach – czy zgody na odejście, czy pokazania, że się cierpi z tego powodu. Choć prawdopodobnie tego pierwszego. Dzieci najczęściej wymykają się w chwilach, gdy zostają na moment same, gdy nikt desperacko nie trzyma ich za rękę, nie błaga o jeszcze chwilę, jeszcze dzień…

    1. Pracuję na oddziale onkologicznym… Tyle tu podobnych historii. Myślę, że najlepiej byłoby po prostu towarzyszyć. A to jednocześnie najtrudniejsze. Trzymać za rękę, dodawać odwagi, umieć powiedzieć „Do widzenia”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *