We wtorki i czwartki – fruwamy

Najpierw pojawiły się plakaty. A raczej ogromne postery.
Dziewczyna z posterów była oszałamiająca. Tancerka. Jednak nie baletowa. Raczej taniec współczesny. Bosa, z rozpuszczonymi włosami, w luźnej, krótkiej sukience. Piękna, eteryczna. Absolutnie nie na miejscu w nowoczesnym Fitness Centre.
Obok dziewczyny tylko jedno słówko: „Barre”. Sprawdziłam od razu – bo ja akurat należę do tych, którzy lubią wiedzieć.
Wyszło na to, że mamy do czynienia z kolejną, rewolucyjną dziedziną fitness. Bo i spala się setki kalorii, i to co powinno być wymodelowane, modeluje się pięknie („A zwłaszcza nogi! Nogi jak marzenie później!”).
Pomyślałam: co mi tam! Spróbuję! Gdzieś tam w środku ukrywa się przecież ta moja wewnętrzna baletnica. Nie wie o niej nikt oprócz mnie, ale to nie znaczy, że nie istnieje. Nikt nie kręci takich piruetów jak ona. Jej arabeski – nie mają sobie równych. Jak przystało wewnętrznej baletnicy – piruety i arabeski są również wewnętrzne.
Zajęcia Barre wydały mi się świetną okazją, żeby przenieść te wyczyny do świata realnego.
Na pierwsze, pokazowe zajęcia, szłam w przekonaniu, że balet nie broni się w dzisiejszych czasach. Jeśli pojawią się więcej niż trzy osoby – będzie można mówić o sukcesie.
Sala była pełna. Baletowe aspirantki w przedziale wiekowym 16 – 70+ karnie stały przed ścianą luster, gotowe zacząć kręcenie piruetów. Jeszcze nie piękne łabędzice, ale już w gotowości do przeistoczenia.
 
Cóż mogę powiedzieć dziś… Nasze instruktorki wyglądają pięknie, a ich arabeski są niemal bez zarzutu. My… Na pewno się staramy. Wierzymy, że z każdym tygodniem będzie lepiej. Kto by pomyślał, że takie fruwanie, sprawiające wrażenie, że grawitacja nie istnieje, jest jednocześnie tak ciężką pracą?
Ktoś kto spojrzy na nas z boku, pewnie nie będzie pod wrażeniem. Tu trochę za ciężko, tu niezdarnie. Na obroty najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Nawet praca rąk pozostawia sporo do życzenia.
Jednak, w środku, każda z nas jest tancerką.
Fruwamy.
Z tym się nie da dyskutować, prawda?

You may also like

4 komentarze

  1. A ten wpis chyba zrobił na mnie największe wrażenie 🙂 fakt, że ostatnio mam „fazę” na balet i wiele rzeczy, które się z tym wiążą (a o których jeszcze tydzień temu nie miałam pojęcia), więc jak trafiłam na tę opowieść, to wręcz oniemiałam! Koniecznie jeszcze napisz kiedyś o tych zajęciach 🙂 chyba nawet chciałabym zrobić kiedyś o czymś takim fotoreportaż!

    1. Trochę nieporadny ten nasz balet, ale najważniejsze, że nas uszczęśliwia :). Taniec zawsze był w jakiś sposób istotny w moim życiu. W Polsce, przez lata, było flamenco. Tutaj, oprócz „prawie baletu” jest zumba. A ostatnio moja przyjaciółka kusi mnie salsą ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *