Lewaczka

Żałuję, że nie urodziłam się stworzeniem apolitycznym. Żyłoby mi się pewnie dużo spokojniej. Mniej nerwowo.
Mogłabym się skupić na „Love Island”. (Nie podejmuję się tłumaczyć co to takiego. Zwłaszcza, że sama widziałam tylko fragment zajawki. Wystarczyły mi codzienne dogłębne analizy niektórych koleżanek z pracy. Zainteresowani niewątpliwie nie będą mieli żadnych problemów, żeby się do tego wiekopomnego dzieła dokopać.)
Mogłabym się skupić na futbolu – przez jakiś czas na pewno byłabym w stanie udawać, że to czyste emocje i sportowa walka fair play. Mogłabym udawać przez chwilę, że nic mi nie wiadomo o milionach funtów, dolarów i euro, które zmieniły piłkę nożną (i jeszcze kilka dyscyplin) w kolejny biznes, w którym wygrywają ci z największą kasą i najlepszymi układami.
Mogłabym wziąć psa na spacer – przynajmniej tu nie czekałoby mnie żadne rozczarowanie.
A jednak nic z tego – nie urodziłam się apolityczna. Teoretycznie, to niemal obsesyjne zainteresowanie otaczającą nas rzeczywistością, może być nabyte, nie wrodzone. Nie przypuszczam jednak: nie byłam nawet jeszcze nastolatką, kiedy przyglądałam się stanowi wojennemu, a w mojej głowie próbowało się klarować co jest dobre, a co złe i o co w tym wszystkim w ogóle chodzi.
I tak już zostało. Wolę być w miarę zorientowana w otaczającej nas rzeczywistości. Lubię być przygotowana na to co ewentualnie może się zdarzyć. To „przygotowanie”  z reguły opiera się wyłącznie na tym, że mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać. Raczej mniej niż więcej – dzisiejsza polityka lubi być zaskakująca, a nawet nieprzewidywalna. Przygotowanie inne niż psychiczne, niespecjalnie wchodzi w rachubę. Ani schronu żadnego nie wybuduję, ani nie będę emigrować z kraju do kraju, zawsze, kiedy coś będzie nie po mojej myśli.
 
Usłyszałam ostatnio, że jestem lewaczką. To chyba miała być obelga. I chyba miało zaboleć. No cóż – nie zabolało.
Pewnie ta lewaczka to najwłaściwsze słowo. Bo ośmielam się czytać Wyborczą i Guardiana, a wiadomości czerpać z BBC i TVN. Bo mimo, że naprawdę, naprawdę próbowałam, nie potrafię znaleźć w Trumpie kompletnie nic pozytywnego. Bo nie uważam, że dzieci mogą od tak sobie umierać z powodu głodu, chorób czy ran, tylko dlatego, że miały pecha urodzić się w Afryce albo Azji. Bo nie uważam, że hasło „Pomagajmy im na miejscu” załatwia sprawę, skoro nie załatwia. Bo nie podoba mi się, że Parlament w cywilizowanym, europejskim kraju, oddzielony jest od obywateli metalowymi barierkami i uzbrojonymi policjantami. Bo – tak! – nazwałabym siebie feministką.
Próbowałam rozmawiać z ludźmi o prawicowych poglądach. Niewiele z tego wyszło. Jakbyśmy mówili innymi językami. Żadna z tych rozmów nie zbliżyła naszych stanowisk nawet o cal. Nikt tu nie jest winny. Mamy swoje poglądy i stajemy w ich obronie. Póki rozmawiamy – wciąż jest dobrze. Chyba.
Jestem lewaczką.
Nie będę Ci narzucała moich poglądów. Nie licz jednak, że uda Ci się je zmienić.

You may also like

5 komentarzy

  1. Myślę podobnie, czyli ludzie powinni rozmawiać z sobą, wymieniać poglądy, tymczasem większość chciałaby narzucać swoje zasady innym. Uważają, że jeśli się różnisz, to znak, że jesteś wrogiem i obrzucają inwektywami „lewak”, „feministka”.
    Serdecznie pozdrawiam

  2. Jestem centrowa i potrafię kłócić się z każdym, od prawicy do lewicy, więc jakbyś miała ochotę podyskutować to zapraszam 😉 Wydaje mi się, że ogólnie to najbezpieczniej jest być blisko środka. Skrajne poglądy mnie przerażają i czasem żenują. I potrafię wymienić dziesiątki zachowań i akcji, które przekraczały wszelkie dobre maniery, zdrowy rozsądek czy przyzwoitość, z obu stron sceny politycznej i społecznej. Łatwiej się dogadać i osiągnąć jakiś kompromis z osobami bardziej letnimi, niż rozgrzanymi do czerwoności (ale to dotyczy też prawicy, żeby nie było, że na lewicowych jadę;)

    1. Na rozmowy i dyskusje pozostaję otwarta zawsze :). Ważne, żeby obie strony nie tylko mówiły, ale i słuchały ;). Letnia raczej nie jestem, ale i z moimi przekonaniami nie obnoszę się specjalnie. Mam kilku bardzo prawicowych znajomych – pewnych tematów po prostu nie poruszamy. Na wszelki wypadek ;). Pozdrawiam ciepło :).

      1. Dokładnie. A o to słuchanie jest trudno. Jak patrzę na polską scenę polityczną, to nasi politycy już nawet nie czekają, aż druga osoba wygłosi swoje zdanie, tylko uparcie i bez najmniejszej refleksji czy odniesienia do słów dyskutanta powtarzają swoje. Pozdrawiam serdecznie! p.s. bardzo lubię czytać Twoje wpisy. I ze względu na treść, i przepiękny język. Chciałabym umieć tak obrazowo wyrazić swoje myśli 🙂

    2. Och, Twoje słowa to miód na duszę po trzech dwunastogodzinnych zmianach na onkologii. Dziękuję :). Ja zawsze czekam na kolejną opowieść o Twojej gromadce. Nie da się ich czytać bez uśmiechu. Pozdrawiam ciepło :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *