Zasadniczo mamy pozamiatane

Pewnie wciąż jeszcze są tacy, którzy wierzą, że ostatnia fala upałów to czysty przypadek. Naturalne fluktuacje pogodowe. Lata zimne i lata gorące. Tygodnie nieustających deszczy albo tygodnie bez kropli deszczu. Zdarza się. Zawsze się zdarzało.
Większość z nas ma jednak spore wątpliwości. W przeciwieństwie do prezydenta Trumpa wierzymy, że jesteśmy świadkami globalnych zmian klimatu. Wszystko wskazuje też na to, że to nasza wina. To my, ludzie, tak pięknie Matce Ziemi się przysłużyliśmy. A szczególnie ta uprzywilejowana, uprzemysłowiona, bogatsza część ludzkości. Niby z tym walczymy, niby ekologia… Niektórzy są nawet bardzo zaangażowani. Pewnie jakimiś ułamek procenta. Albo nawet kilka procent – jako urodzona optymistka mogę przychylić się do tej wersji. Czy to wystarczy? Wydaje mi się, że nawet urodzona optymistka nie może odpowiedzieć „Tak”.
Przez ostatnie tygodnie, a może nawet miesiące, męczy mnie przeczucie (a akurat w przeczucia jestem niezła), że cokolwiek zrobimy i tak jest już za późno. Że ostatnia kropla, ta, która przepełnia czarę, już spadła. Możemy stawać na głowie, odprawiać czary i inne voo-doo, ale to już niczego nie zmieni.
Moim osobistym zdaniem mamy pozamiatane. Moim osobistym zdaniem drogi odwrotu już nie ma. Już jakiś czas temu radośnie zatrzasnęliśmy za sobą drzwi do jasnej przyszłości, a teraz, równie radośnie, ruchem jednostajnie przyspieszonym, zmierzamy ku przepaści.
Coraz częściej będziemy się zmagać z niespotykanymi upałami, ulewami, których najstarsi górale nie pamiętają, huraganami i powodziami niszczącymi całe połacie krajów. Jeszcze przez chwilę będziemy próbowali z tym żyć, udając, że nasze życie wcale nie zmienia się nieodwracalnie, że to tylko normalne kaprysy pogody. Całkiem możliwe, że do końca sami przed sobą się nie przyznamy, że zniszczyliśmy jedyny, dla nas i naszych dzieci, dom.
I, mimo że jestem optymistką i typową Pollyanną, a moja szklanka zawsze jest do połowy pełna, tym razem nie robię sobie wielkich nadziei. Pewnie dlatego, że naprawdę jestem niezła w przeczucia, a intuicja bywa moją najlepszą przyjaciółką.

You may also like

3 komentarze

  1. W dużym stopniu masz rację (szczególnie w skali globalnej), ale ja, od kiedy zaczęłam hodować ogród, widzę też inną stronę – gdybyśmy chcieli (naprawdę i wszyscy) to w jeden rok moglibyśmy wszystkie te zmiany naprawić. Nie przesadzam. Widzę, jak prowadząc ogród zgodnie z naturą (a nie przeciw niej) stwarzam kawałek świata który osiąga swoją własną równowagę i niejednemu ekstremalnemu zjawisku potrafi się oprzeć. Gdybym była bogata, to taki ogród byłby ogromny. Myślę że w przyszłości będą takie wyspy: niektóre części świata w równowadze, a niektóre zniszczone, wypalone, zaduszone pod górą plastiku.

    1. Zawsze jestem gotowa uwierzyć optymistom. Ktoś mówi: „Jeśli tylko się postaramy – damy radę”, a ja już klaszczę z entuzjazmem i przytakuję. Wierzę więc i Tobie. Bo niby dlaczego nie miałabyś mieć racji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *