I tak się zastanawiam… Kto nam to zrobił?…

Ostatnio, zupełnie przypadkowo i kompletnie bezrefleksyjnie, rzuciłam okiem na komentarze pod postem, który pojawił się na facebookowym forum Nasze życie w UK. Podaj synonim, który pierwszy Ci przyjdzie do głowy. Brytyjczyk – …
          Powiem Wam jedno: nie powinnam tam zaglądać.
Część komentarzy była krytyczna. Zresztą, „krytyczna” to na pewno nie jest właściwe słowo. Ilość pomyj wylana w mniej niż godzinę (tyle zajęło adminowi grupy zamknięcie możliwości komentowania postu) niemal zwaliła mnie z nóg.
Nie chcę cytować, przykro wrzucać te epitety, nawet jeśli z mojej strony są tylko cytatem. Tylko kilka więc, żebyście mieli obraz o jakim poziomie mówimy.
„Lenie. Brudasy. Dwulicowi. Fałszywi. Patologia. Nieuki”.
          Sama już nie wiem: może ja żyję w zupełnie innym kraju niż komentujący? Może istnieje jakaś równoległa rzeczywistość, o której do tej pory nie miałam pojęcia?
Jakby na to nie patrzeć – jesteśmy tu gośćmi. Większość z nas przyjechała tu kilka lat, a nawet kilka miesięcy, temu. Z jakiegoś powodu jest nam tu lepiej niż w Polsce. Gdyby nie było lepiej, nic by nas przecież tu nie trzymało.
Nawet jeśli powody są czysto finansowe, to i tak dostajemy coś czego Polska, w tej chwili przynajmniej, nie była nam w stanie dać. Nikt nas nie zmusił, żeby tu przyjechać. Nikt nas siłą „na roboty” nie wywiózł. Jeśli jest aż tak źle, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się spakować i wrócić do kraju.
Skąd ta niechęć, czasami wręcz wrogość, wobec nie-Polaków? Na czym oparte jest poczucie naszej „lepszości”, wyższości?
Nie chcę uogólniać. Na pewno nie wszyscy nasi rodacy mają takie podejście. Większość świetnie się integruje, odrzucając te żałosne narodowościowe stereotypy.
W końcu ludzie są przede wszystkim ludźmi i albo nam z nimi po drodze, albo niekoniecznie. Czy są to Polacy, Brytyjczycy, Hiszpanie czy Filipińczycy – to rzecz drugoplanowa. Oczywiście, jeśli od początku podejść do nich bez uprzedzeń.
 
To co napiszę poniżej, raczej nie będzie zbyt popularne. Ale co mi tam! Zasadniczo nie piszę popularnego bloga, mogę więc prawie wszystko 😉.
Trochę mnie uwiera, kiedy wracam do Polski. W Wielkiej Brytanii mieszkam w niewielkim mieście i zdążyłam się już przyzwyczaić do tutejszych małomiasteczkowych obyczajów. Do tego, że ludzie uśmiechają się do siebie, mijając się na spacerowych ścieżkach. Zasadniczo z reguły nawet się pozdrawiają. Ba, nawet ucinają sobie pogawędki. Przywyczaiłam się do kasjerów z Tesco leniwie przesuwających towar przez czytnik, snując przy okazji całkiem głębokie dyskusje o życiu z klientami (tu, dla uściślenia, dodam: przyzwyczaiłam się, ale nie zawsze mam na nie nastrój, czasami więc, dla równowagi, wybieram Lidla 😉).
Odwiedzam Polskę i jest… inaczej.
Już w samolocie pojawia się lekkie napięcie. Kogoś wyprowadzi z równowagi podejrzanie duża torba sąsiada. Ktoś rzuci uwagę na temat zbyt głośnego dziecka. W czasie lotu pojawi się kilka soczystych zwrotów, określających pilota, który niewątpliwie rozmyślnie wprowadził samolot w turbulencje.
Pierwsze dni i godziny w Polsce to walka z moim wewnętrznym autopilotem, który upiera się przy uśmiechach do nieznajomych. Muszę ostro walczyć o odzyskanie samokontroli. Dzięki Bogu jak dotąd się udaje. Przemykam ulicami unikając kontaktu wzrokowego – to znacznie kwestię uśmiechów i pozdrowień ułatwia.
 
Kto nam to zrobił? Kogo winić?
Osobiście obstawiam Historię.
Zawsze musieliśmy walczyć: z kimś, o coś, przeciw komuś. Czujność włączona. Garda podniesiona. Nie czas i nie miejsce na uśmiechy.
Osobiście obstawiam także polityków.
Obstawiam tych, którzy robią wszystko, żeby trzymać nas w przekonaniu, że walka wciąż trwa. Że reszta świata pozostaje w spisku przeciw nam. Obstawiam tych, którzy chcą dzielić świat na nas i tych „innych”, tych podejrzanych, tych, którzy najpewniej coś przeciw nam knują.
Rzecz w tym, że ja już tak nie potrafię. Rzecz w tym, że nie chcę. Idę na łatwiznę i wybieram krainę uśmiechów. Można im zarzucać, że nie zawsze są najszczersze. Można im zarzucać, że maskują obojętność. Cóż, wygląda na to, że z tym mogę żyć.

You may also like

16 komentarzy

  1. Ja w ogóle nie lubię uogólnień. I etykietek przypinanych narodom. W internecie zawsze pokazuje się najgorsze oblicze ludzkości – ludzie czują się anonimowi i pozwalaja sobie na wyrzucenie z siebie najgorszych rzeczy. Wierzę głęboko, że to nie jest jednak do końca prawdziwe oblicze. Właściwie pod każdym artykułem w necie znajdują się okrutne i pełne jadu komentarze. A tak poza internetem, jak mam uogólniać, to nie widzę, żeby Polacy byli bardzo uprzedzeni do innych narodowości. Tzn oczywiście nie lubimy Niemców, Rosjanie są be, a Ukraińcy powinni przeprosić za Wołyń, ale jak już przyjedzie ktoś z zagranicy, to chyba często odzywa się tak zwana polska gościnność i traktujemy miło. Oczywiście zawsze zdarzają się odstępstwa od reguły. Z innej beczki, zauważyłam również, że w kręgach lewicowych często odzywa się nagonka na Polaków 😉 jeśli chodzi o tradycje i zwyczaje innych kultur – o super, należy kultywować i szanować, nawet jeśli stoi to w sprzeczności z prawami człowieka. Jak chodzi o nasze polskie – ciemnogród i zabobon, fuj fuj. To też uogólnienie duże z mojej strony, wiadomo, że nie odnosi się do wszystkich, po prostu zauważyłam taki trend w internecie 🙂

    1. I ja nie lubię uogólnień. I ja staram się ich unikać. Wiem, że my Polacy jesteśmy bardzo różni. Podobnie jak Brytyjczycy, Hindusi, Niemcy czy ktokolwiek inny. Czasami tylko wydaje mi się, że gdyby uśmiech przychodził nam łatwiej, łatwiej by się nam także żyło. Gdybyśmy nie zawsze podchodzili do rzeczywistości jak do walki na śmierć i życie…

  2. Nie ma jednej rzeczywistości, jest ich kilka. Każdy postrzega świat trochę inaczej i z rzeczywistości wybiera tylko odpowiadające mu fragmenty. A internet bardzo sprzyja paskudnym komentarzom, niestety.
    Anonimowość i brak uśmiechu to domena wielkich miast. W Polsce też znajdziesz miejsca, gdzie ludzie się pozdrawiają i rozmawiają. Do tego jednak potrzeba mniejszej miejscowości. Chociaż mnie w dużym mieście udało znaleźć miejsca, gdzie ludzie się uśmiechają do siebie i rozmawiają, tylko trzeba w nie wejść z otwartością.

  3. To powinni przeczytać wszyscy Polacy, którzy nie chcą muzułmańskich imigrantów czy uchodźców, bo oni „nie będą się nigdy integrować” 😉 …a później sami wyjeżdżają, głównie dla pieniędzy i tak samo „nie integrują się” tam, dokąd pojadą… często nawet korzystają z przywilejów jednocześnie narzekając na nie, albo chcąc je odebrać rodakom pozostałym w kraju (np. prawa kobiet czy mniejszości różnego rodzaju). Ot, taka dwulicowość z wygodnictwem 🙂
    Ja zaś Brytyjczyków uwielbiam, za ich kulturę, styl, jak pięknie mówią, jakie mają niesamowite środowisko teatralne, jak traktują książki… i jak przyjeżdżam zawsze okazują się bardzo gościnni. Tymczasem z Polski nie uciekam tylko to co umiem naprawić, to naprawiam, tak jak umiem 😉 miłej jesieni!

    1. Pocieszam się, że te internetowe komentarze wywołane są… czy ja wiem? Może nudą. W realu takich wojowniczych, głośnych osobników nie spotyka się aż tylu. Podzielam Twoją opinię co do Brytyjczyków: mogę o nich mówić właściwie wyłącznie w pozytywach. Może dlatego tak bardzo zaskoczył mnie wynik „brexitowego” referendum?

  4. W Anglii jest i dobrze i źle. Nie mam nic przeciwko obcokrajowcom, do momentu kiedy sami zaczynają być nie uprzejmi..Wiadomo nikt na siłę nie trzyma nikogo w danym kraju, jednak żeby było w nim znośnie trzeba mieć szacunek również do innych.

  5. hejterzy…długi i szeroki temat ….ja niestety na facebooku jestem hejtowana, a na blogu czasem trolowana;-) norma …i nie chodzi o to że żyjemy w innym kraju tylko o to że ludzie chcą desperacko móc się wypowiedzieć, są żadni kontaktu z drugą osobą nawet poprzez nienawiść…smutne!!! zapraszam też do siebie kochana i trzymaj się!!!!!Paulina

  6. Przykre. Poczucie istnienia równoległej rzeczywistości miewam i ja, chociaż moje spojrzenie jest z przeciwległego końca Europy. Obawiam się, że utrwalanie podziału na lepszych i gorszych, dokonywanego przez polityków, nie rokuje szybkich zmian.
    Przyjazd do Polski na dłuższą „chwilę” też, niestety, kojarzy mi się ze słowem „inaczej”.

    1. Ostatnio moje spojrzenie na polityków staje się coraz bardziej krytyczne. Teoretycznie powinni służyć obywatelom, a tymczasem często głównie grają na naszych uczuciach. Czasami tych najniższych 🙁

  7. Kiedy pisalam na podobny temat u siebie na blogu, znalazlam swietny obrazek idealnie obrazujacy podejscie Polakow do emigracji i imigracji. Mowi on:
    POLSKA DLA POLAKOW! ANGLIA DLA ANGLIKOW I POLAKOW.
    😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *