Wracam

Jutro powrót do pracy po urlopie. Któż nie zna tego uczucia?
Trochę jak powrót do szkoły po wakacjach. Albo raczej po feriach zimowych. Po wakacjach można być już trochę znudzonym nicnierobieniem, trochę ciekawym co tam u kolegów. Można mieć nawet mocne postanowienie poprawy i wiarę, że w tym roku osiągniemy wszystko to co chcemy osiągnąć.
Po dwutygodniowych feriach czujemy głównie żal, że to już koniec, że tak przemknęło. Było tyle planów, a czasu i tak zabrakło. Koncepcja wczesnego wstawania wydaje się kompletnie nieakceptowalna. W ogóle nie ma szans, żeby to się udało.
Może będziemy mieć szczęście i dopadnie nas grypa?…
 
To nawet nie tak, że nie lubię mojej pracy. Lubię. Czasami lubię nawet bardzo. Nie lubię wstawać o 05.15. Zwłaszcza w listopadzie. Ale już w październiku bywa słabo. Nie lubię wychodzić na ciemną, pustą ulicę, wiedząc, że wrócę dopiero za jakieś czternaście godzin. Nie lubię świadomości, że kilka następnych dni będzie wyglądać identycznie.
Całą resztę z reguły lubię.
Lubię zapach pierwszej kawy o świcie, kiedy za oknem jeszcze ciemno. Lubię strużki deszczu na szybach. Lubię pogwizdywanie Gilberta na korytarzu. Za chwilę zacznie pachnieć bekonem i kiełbaskami.
Woda nigdzie nie smakuje tak dobrze jak w pracy. Kilka łyków między jednym a drugim dzwonkiem, a wszystkie komórki wiwatują, podrzucając kapelusze i kręcąc okrągłymi brzuszkami i bioderkami.
Na nieszczęście czekoladki także nigdzie nie smakują tak dobrze jak w pracy, a pacjenci i ich rodziny mają zwyczaj bombardowania nas czekoladkami. Komórki wiwatują, ale jakby bardziej wstydliwie, lekko się przy tym czerwieniąc.
Lubię zatrzymać się na chwilę pogawędki z kimś kto tego bardzo potrzebuje. Z jednej strony – nie powinnam, w końcu tyle jeszcze rzeczy do zrobienia. Z drugiej strony – czasami nie ma nic ważniejszego niż ta chwila rozmowy.
 
Wiem, że jutro o 05.15 obudzę się lekko nieprzytomna. Wcześniej będę się pewnie przewracała z boku na bok, godzinami. Świadomość tak wczesnej pobudki nie ułatwia zasypiania.
Wiem, że mimo wszystko, najprawdopodobniej będę miała dobry dzień.
Wiem, że najlepszy będzie moment, kiedy zamknę za sobą drzwi oddziału.
Wiem, że pomyślę, jak zwykle, jakie mam szczęście przychodząc tu na dwanaście i pół godziny, z zagwarantowaną możliwością powrotu do domu, do własnego łóżka.
Będę miała wyrzuty sumienia, że tak myślę. Jednak bardzo niewielkie wyrzuty sumienia.
Zamknę za sobą drzwi.
Pacjenci będą się szykowali do kolejnej szpitalnej nocy.

You may also like

7 komentarzy

  1. Z tego co zrozumiałam, robisz naprawdę świetną i bardzo potrzebną robotę. A przy tym bardzo obciążającą psychicznie. Podziwiam, że umiesz do tego tak pogodnie podchodzić. I ta 5:15… brrr! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *