Lekarstwo na Królową Śniegu

Pamiętacie „Królową Śniegu”? Kaja i Gerdę? Odłamki lodu w jego sercu i oku, które nie pozwalały widzieć świata takim jakim naprawdę jest – pięknego i dobrego?
Kilka dni temu i mnie przydarzyła się podobna historia.
Trochę mniej drastycznie niż z Kajem – serce pozostało nietknięte, ale oko…
Zaczęło się w pracy. Miałam zły dzień. Nie oszukujmy się: każdemu takie dni się zdarzają. Nawet jeśli kochasz to co robisz, najprawdopodobniej i tak przyjdzie chwila, kiedy będziesz chciał/chciała trzasnąć drzwiami i nigdy już tam nie wrócić.
Podstępny lodowy odłamek musiał dopaść mnie właśnie wtedy. Uznałam, że to zawinięta rzęsa albo uparty paproszek. Zlekceważyłam. Choć, nawet jeślibym nie zlekceważyła, czy zmieniłoby to cokolwiek? Najpewniej nie.
Wyszłam z pracy i wszystko, dokładnie wszystko, było nie tak. Chmury – bardziej szare i jeszcze cięższe niż zwykle. Ulice, chodniki – mokre, nierówne, zabłocone, w dodatku upstrzone psimi kupami. Drzewa – nagie, martwe i nieprzyjazne. Po trawnikach włóczyły się mewy. Nikt by nie uwierzył ile wrogości może być w jednym mewim spojrzeniu.
Ludzie… Jakby to ująć najlepiej?… Po prostu brzydcy. I to nie tak jak w piosence „Brzydka ona, brzydki on, a taka ładna miłość”. Nic z tych rzeczy. Twarze blade i obrzmiałe. Włosy w nieładzie. Nie w tym seksownym, plażowym nieładzie, ale w nieładzie pt. „O mój Boże! Nie ma szans, żebym się dziś ludziom pokazała!”. Z tym, że oni, owszem, właśnie się pokazywali. Workowate spodnie, kurtki w kolorze nieokreślonym. A co do wrogości w spojrzeniu, to mewy do pięt im nie dorastały.
Uciekłam do domu z krzykiem. Wewnętrznym, ale jednak.
Kuracja gorącą czekoladą nie podziałała. Okłady z kochającego psa pomogły trochę, ale nie do końca. Poszłam jednak tym tropem i okazało się, że to była dobra decyzja: włączyłam „Marley & Me” i uparty lodowy okruszek udało mi się wypłakać.
 
Zamieszczam tu tę historię ku przestrodze: Królowa Śniegu może stanąć na drodze każdego z nas. W każdej chwili. Dlatego warto się upewnić, że mamy nieograniczony dostęp do „Titanica” albo „Love Story”. Oraz dużego opakowania chusteczek.
Acha – w przypadku mężczyzn cuda działa, podobno, występ polskich piłkarzy podczas ostatnich Mistrzostw Świata.

You may also like

6 komentarzy

  1. Nie na wszystkich mężczyzn działa piłka nożna, a reprezentacja Polski może podnieść poziom obrzydzenia do świata na zdecydowanie wyższy poziom 🙂
    Na mnie chyba działają filmy typu „zabili go uciekł”, tylko nie mogą być zbyt głupie 🙂

  2. Jak Ty ten stan cudownie potrafisz opisać… takie piękne doły to aż warto mieć 😉 Proszę jeszcze o jakiś wpis opisujący stan takiej porządnej frustracji i wkurzenia. Cobym sobie mogła czytać w odpowiednich chwilach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *