W oczekiwaniu na puentę

Zauważyłam (a nawet przyjęłam do wiadomości), że o polityce lepiej nie pisać. No chyba, że mamy do czynienia z blogami specjalistycznymi.
Cała reszta jednak: raczej nie… niekoniecznie…
Jakbyśmy żyli w wyizolowanej rzeczywistości, a to co robią politycy kompletnie nas nie dotyczyło.
Cóż, dziś nie mogę powstrzymać się przed złamaniem tej złotej zasady.
Od kilku tygodni przyglądam się temu co robią brytyjscy politycy. Włosy na głowie mi się jeżą, szczęka opada coraz niżej, oczy mam coraz większe i coraz okrąglejsze – jak zdziwiony królik z kreskówki.
Długo zakładałam, że wiedzą co robią. Że mają wiedzę i doświadczenie. Że – co najważniejsze – każda ich decyzja ma w tle dobro kraju i jego obywateli.
Taka byłam naiwna.
Dziś patrzę na ludzi, którzy może i pokończyli najlepsze szkoły, ale wcale nie wydają się inteligentniejsi i lepiej przygotowani do decydowania o przyszłości Wielkiej Brytanii niż ci, których codziennie mijam na ulicy, w sklepie, na szpitalnych korytarzach.
Co gorsze, najwyraźniej stracili kontakt z rzeczywistością w jakiej żyją przeciętni Brytyjczycy. Ta rzeczywistość zasadniczo ich nie interesuje. Oni grają w swoje gry. Oni grają w „moje na wierzchu”. Zapomnieli, że ich decyzje kształtują przyszłość jednostek, przyszłość rodzin. Owszem, mówią o tym, bez przerwy, ale te słowa przestały cokolwiek znaczyć.
To była kiedyś WIELKA Brytania.
Jaka będzie za kilka lat? Nie mam pojęcia.
Smutno mi. Ze względu na ludzi, których tu poznałam. Ze względu na to, że (przynajmnie chwilowo) to mój dom.
Puentę dopiszą gazetowe nagłówki. Wkrótce.

You may also like

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *