Nie dla mnie ta droga

Byłam właśnie w trakcie pisania przewrotnego postu o tym dlaczego nie zostanę wpływową blogerką ani nawet przeciętną influencerką. Jest ku temu kilka powodów i, mimo że tekst miał być przewrotny, powody są jak najbardziej poważne.
Miałam więc jak najbardziej produktywne zamiary i byłam z siebie niemal dumna, kiedy jeden z moich powodów sprzedał mi delikatny „kick in the ass” (jak wyraziłaby się prawdziwa angielska dama).
– Dobrze, że w porę złapałem swoją kawę – trzeźwo stwierdził Ray.
Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Jego kawa spokojnie stała sobie na stole, a ja próbowałam sklecić post blogerach i influencerach. A może o mrocznym miejscu?… Jakoś nie byłam pewna przez chwilę.
– Miałaś atak – dodał Ray. Jeszcze bardziej trzeźwo. Rzeczowo. Anglicy są z reguły naprawdę nieźli w ukrywaniu emocji. Zresztą, po pewnym czasie, do wszystkiego można się przyzwyczaić i emocje zastępowane są trzeźwym  działaniem.
Chciałam zaprotestować, ale byłam trochę nieskoordynowana i szukałam słów dłużej niż powinnam. Chwilowo w ogóle ich nie znalazłam, co mogło sugerować, że Ray jednak nie żartował. Zresztą poczucie humoru Raya – ogólnie całkiem, całkiem – moich ataków nie obejmuje.
Kiwnęłam głową i odpuściłam sobie szukanie słów na dobre.
Moja epilepsja lubi sobie ze mnie żartować. Przychodzi bez ostrzeżenia i znika bez śladu. Dopóki ktoś mi o tym nie powie, w ogóle nie wiem, że mnie odwiedziła.
Moja epilepsja nie lubi produktywności. Ma zastrzeżenia, że pracuję po dwanaście godzin. Czasami nie podoba się jej nawet Netflix i czytanie po nocy.
Moja epilepsja najchętniej widzi mnie drzemiącą na ogrodowej werandzie. Z rozleniwionym, przytulonym psem. Z pokrzykującymi mewami. Ze słońcem przeciskającym się przez gałęzie. I z wiecznie zaaferowaną wiewiórką, która co jakiś czas przebiega po płocie, zajęta swoimi bardzo ważnymi sprawami.
A to, proszę Państwa, nie jest droga, żeby zostać wpływową blogerką.
Ani nawet przeciętną influencerką.

You may also like

10 komentarzy

  1. Trudno to polubić jakoś. Choć napisane, jak zwykle, genialnie, wzruszające i tak trafiając prosto w serce.
    Z mojej perspektywy to jest tak. Nie epilepsja przeszkadza Ci w zostaniu sławną influencerką, co te cechy, za które Cię uwielbiam. Szczerość, wrażliwość, nietuzinkowość. Gdybyś zajęła się recenzowaniem ręczników, pomadek czy nawet książek, miałabyś spore szanse na dotarcie do większego grona odbiorców. A Ty tylko dzielisz się swoimi refleksjami. Malujesz pastelowy obraz świata, nasycony słońcem, delikatnością i uśmiechem. To nie do końca dobrze się sprzedaje. Ale jak bardzo chcesz się dobrze sprzedawać?
    I jeszcze jedno. Mam kontakt z dzieckiem cierpiącym na ataki padaczki. Widzę, jak prawie za każdym razem odbierają mu dużo z jego zdolności poznawczych. Modlę się, aby kiedyś był w stanie jak najlepiej funkcjonować. Dajesz mi nadzieję.

  2. Chyba w ogóle nie mam ambicji, że to co robię się sprzedawało. Dzięki pisaniu poznałam kilku świetnych ludzi, trafiłam na kilka blogów, które mnie wzruszają, bawią, poruszają. To bardzo dużo. Wiem, że jest kilka pokrewnych dusz, które do mnie zaglądają i czytają. A to więcej niż dużo.
    Co do padaczki: ja mogę powiedzieć, że mam szczęście. Zaczęłam chorować dopiero kilka lat temu, nieźle reaguję na leki. Moje ataki nie wyglądają jak typowe ataki padaczki. Ja po prostu „wyłączam się” na kilka sekund albo minut. Mam nadzieję, że mój mózg znosi to bez większych szkód. Jednak u dzieci, u młodych osób ataki epilepsji potrafią niestety siać straszliwe spustoszenie…

  3. Blogerka i wpływowa influencerka … Madkaroku mówi, że malujesz pastelowy świat, a to nie zawsze dobrze sie sprzedaje. A ja myślę, że to nie do końca prawda. Albo może prawda wyrażona inaczej. Produkt, który tworzymy nie musi być chińszczyzną, jeśli chcemy, żeby był jej przeciwieństwem. Bo taki jest nasz wybór. Ściskam Cię.

    1. Pięknie powiedziane. I bardzo prawdziwe. Przecież chodzi o to, żeby trafić do ludzi o podobnej wrażliwości. Blog przyniósł mi kilka pięknych znajomości. Często zdarza mi się uśmiechać do ekranu, a tak naprawdę do osoby po drugiej stronie. Jedna z cenniejszych rzeczy w życiu.
      Uściski. Pięknego weekendu.

  4. Jest wiele aspektów, które utrudniają bycie „znanym blogierem.” Oczywiście łatwiej mają Ci, co dysponują większą ilością wolnego czasu. Rozumiem, że masz mnóstwo swoich spraw. Długie godziny pracy, dom, życie prywatne, to wszystko wymaga poświęcenia czasu. Ważne jest to, że jesteś po prostu sobą. Czasem warto cieszyć się z małych rzeczy. Nie trzeba być wpływowym blogerem, żeby mieć zapał do pisania. Ważne, aby mieć motywację i chęć do działania. Bardzo dobrze, że potrafisz na blogu odnaleźć ludzi, z którymi chętnie dyskutujesz 🙂
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *