Mroczne miejsce

Ostatnio coraz częściej wchodzę w te ciemne miejsca, gdzie zwykłe „Będzie lepiej” nie przechodzi przez usta. Dochodzę do ściany i rozpaczliwie szukam czegoś co mogłabym powiedzieć. Zawsze byłam dobra w słowa, jednak nie aż tak dobra. Dochodzę do ściany i ostatecznie udaje mi się wydusić: „Mam nadzieję, że następna noc będzie lepsza”. Słabo mi to wychodzi. Skupiam się na myciu rąk, nie patrzę w stronę Ann. Bo jeśli nawet, z technicznego punktu widzenia, nie kłamię, to i tak obie wiemy jak mała jest ta nadzieja. W sumie nieistniejąca.
Ann jest przekonana, że rak właśnie odbiera jej ostatnie co pozostało: godność. Ja się z tym nie zgadzam. Nie podpiszę się pod stwierdzeniem, że godność wiąże się z tym czy, i jak bardzo, jesteśmy w stanie kontrolować funkcje naszego ciała.
Ale to Ann ma prawo do ostatniego słowa. Bo to jej ciało, jej uczucia i jej rak.
Całkiem niedawno Ann pomagała budować szkoły w Afryce. Zaskoczyło mnie to. Ze wstydem przyznaję, że mnie zaskoczyło. Ze wstydem przyznaję, że często zaskakuje. Że ktoś był żołnierzem. Że ktoś hodował winorośl we Francji. Że ktoś pracował z autystycznymi dziećmi, a ktoś inny był stolarzem. Przychodzą do nas, dostają nalepkę „pacjent onkologiczny” i przeszłość przestaje się liczyć.
Ann jest moją pokrewną duszą. Nie od razu to wiedziałam. Ale w końcu spędziłyśmy ze sobą całkiem sporo czasu, więc dziś już wiem. Obie mamy słabość do mew. Obie pałamy niewytłumaczalną miłością do naszego miejscowego starego „pluszowego” kina, pachnącego kurzem i wyświetlającego czarno-białe filmy. Obie mamy podobne poczucie humoru, trochę pokręcone i czasami dziwne.
Gdyby świat był sprawiedliwy ja i Ann spotkałybyśmy się gdzie indziej i kiedy indziej i pewnie zostałybyśmy przyjaciółkami.
Tymczasem świat nie jest sprawiedliwy. Ann zwija się między kolejnymi atakami biegunek i wymiotów. Lekarze są bezradni. A ja wbijam wzrok w podłogę, kiedy mówię to beznadziejne: „Mam nadzieję, że następna noc będzie lepsza”. Wiem, że Ann odpowie pytaniem: „Naprawdę?…”. I będzie patrzyła w moją stronę tak długo aż zbiorę całą odwagę i spojrzę jej w oczy. Nic nie odpowiem na pytanie, które tak naprawdę wcale nie jest pytaniem.
 
Nasz oddział stał się na chwilę bardzo mrocznym miejscem. Wracają ludzie, co do których mieliśmy nadzieję, że ich już tu nie zobaczymy. Raz już wygrali tę wojnę. Tymczasem wychodzi na to, że to była tylko jedna bitwa, a wojna wciąż trwa. Nie, nie poddają się. Bo skoro raz wygrali, skoro przetrwali chemię, przeszczep, skoro wrócili do domu, to przecież musi znaczyć, że mogą to zrobić jeszcze raz.
Ostatnia czarna seria ciągnie się od kilku tygodni.
Tim i Nick już odeszli.
Ann… cóż, mam nadzieję, że ostatnia noc jednak była choć trochę lepsza.
Boyd, którego przyjęliśmy wczoraj z bólem „spoza skali” i bardzo nieciekawymi wynikami.
Mike, samotny ojciec nastolatki. Lekarze właśnie powiedzieli mu, że czas ogarnąć opiekę dla córki na przyszłość, zdecydować co będzie się z nią działo. I że w sumie niewiele ma na to czasu.
 
SMS od Christiny przyszedł wczoraj wieczorem. Właściwie w nocy. Najwyraźniej i ona ma problemy z zasypianiem. Napisała, że nie chce iść do pracy. Christina… Żywa ilustracja hasła „pielęgniarka z powołania”.
Ja też nie chcę. Ale obie zrobimy to jeszcze raz. A później kolejny. I kolejny.
 
Dziś nasz oddział jest mrocznym miejscem. Niespecjalnie wyglądamy przyszłości, bo i ona może być mroczna. Niby statystyka jest po naszej stronie: po każdym dołku w końcu musi przyjść górka.
 
Trochę mam wyrzuty sumienia, że zabieram Was w moje mroczne miejsce. Ani to fit, ani wegańskie. Kompletnie nieinstagramowe
W sumie pewnie lepiej nie wiedzieć, że w ogóle istnieje.

You may also like

5 komentarzy

  1. I się poryczałam. Mam ostatnio trochę kiepski moment. Za dużo bólu dookoła, lub nawet daleko w świecie. Ale w dzisiejszym świecie nawet daleko to jakby za ścianą. Tak, wolałabym przeczytać dziś o kwiatkach, ptaszkach czy pszczółkach. I nadziei. Bo zaczyna mi jej brakować. Ale, z drugiej strony, może to, że jesteście, Ty i Christina, i wiele innych,że kolejny raz pójdziecie pomagać ludziom, że będziecie przy nich w mrocznych chwilach, może to właśnie jest tym, co najważniejsze i najpotrzebniejsze – nadzieją. Nie taką słoneczną, promienną, w kolorowej sukience. Ale taką, która daje siłę budzić się co rano. I pozwala usnąć wieczorem.

    1. Lubię wierzyć, że obie nadzieje są ważne: i ta w kolorowej sukience, i ta druga,mniej efektowna. Z reguły bliżej mi do kolorów, ptaszków i kwiatków, jedynie ostatnio trochę trudniejsze tygodnie… Dziękuję za piękne słowa.

  2. Mroczne miejsca są i nie możemy udawać, że nie istnieją. Czasem spychamy je w najdalsze obszary naszej świadomości, ale przychodzi taki dzień, że wyczołgują się i wychodzą na światło dzienne. Ty je masz na stałe … I jestem pewna, że nie można sie przyzwyczaić. Ja z własnego doświadczenia mam cały czas zapisany w głowie obraz dzieci neurologicznych. I słowa lekarki, gdy mój uratowany syn wychodził z oddziału po dwóch miesiącach pobytu. Powiedziała: „ta praca wyczerpuje, ale dla takich rzadkich chwil warto tutaj pracować”. Mam nadzieję, że i w Twoim mrocznym miejscu są takie iskierki światła <3

    1. Tak, iskierki światła też są. Całkiem sporo, wbrew pozorom. Rzecz w tym, że i dobre, i złe rzeczy zdają się przychodzić falami. Te ciemne zdają się nie mieć końca. Na szczęście to jednak tylko wrażenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *