Bardzo długie pożegnania

Kolejny tydzień minął. Zasadniczo był pięknym, letnim tygodniem, ja jednak byłam świadkiem dwóch końców świata, więc…

Nie żeby był to jakiś specjalnie wyjątkowy tydzień. Końce świata zdarzają się częściej niż się nam wydaje. Rzecz w tym, że z reguły umykają naszej uwadze.

W przypadku Jo to było czwartkowe popołudnie i długa rozmowa z lekarzem. Jo przeczuwała, że coś jest nie tak. Zaburzenia równowagi i podwójne widzenie zawsze są podejrzane, jednak u kogoś kto od lat walczy z rakiem są podejrzane szczególnie. Czasami świat kończy się oślepiającym blaskiem, eksplozją i deszczem rozsypanego szkła, czasami formułką „Nasze opcje są dość ograniczone”.

Koniec świata Michaela jest rozciągnięty w czasie. Zresztą Michael dzieli koniec świata z Carolyn, jak przystało na stare, dobre małżeństwo. Świat Michaela i Carolyn kurczy się; na razie powoli, ale to się zmieni. Tyle Michael wie na pewno. Świat będzie się kurczył szybciej i szybciej. A pewnego dnia – zniknie. Zaczęło się jakieś dwa lata temu, kiedy Carolyn zaczęła być trochę zapominalska i trochę nieobecna. Jakby chowała się, gdzieś w środku. Lekarze nie mieli wątpliwości: Alzheimer. Niestety, przed sześćdziesiątką też może się zdarzyć. Cóż, „bad luck” jak mawiają Anglicy. Albo „czysty pech” jak mawiamy my.

Jo najpierw długo płakała, później poprawiła makijaż i poprosiła o herbatę. Lekarzowi powiedziała, że spróbuje kolejnej chemii, niezależnie od tego jak małe są szanse.

Michael zdecydował się na wcześniejszą emeryturę. Rano wychodzi na długi spacer. Niezależnie od pogody. Dopieszcza ogród. Wygląda na to, że w ten sposób utylizuje gniew i poczucie niesprawiedliwości. Dużo podróżują razem z Carolyn. Samochodem, bo tłumy na lotniskach ją przerażają.

Niektóre końce świata trwają ułamki sekund, są jednak i takie, które przeciągają się w tygodnie, miesiące, a nawet lata. Takie, z którymi trzeba żyć. Bez iluzji, że będzie lepiej. Bez nadziei nawet na szorstką przyjaźń.

Wydrapana pazurami koegzystencja. Chwiejne poczucie równowagi. Noce, które zdają się nigdy nie kończyć. Świat, który kurczy się powoli, lecz nieubłaganie. Zmniejsza, znika… Z miliardów możliwości, milionów dróg do wyboru, tysięcy szans zostaje tylko ulubiona filiżanka, krzak róży przy drzwiach, dotyk znajomych palców…

Patrząc z boku, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najtrudniejsze są długie pożegnania.

You may also like

8 komentarzy

    1. Kiedy pracujesz na onkologii to codzienność, a jednak niezmiennie ściska serce. Często pacjenci walczą już bardziej dla swoich bliskich niż dla siebie. Dnie i tygodnie między akceptacją tego co nieuchronne a resztkami nadziei. „Bo przecież cuda się zdarzają…”

  1. Pięknie napisane, przyznam że się wzruszyłam. Może dlatego, że moja mama jest chora na raka. Gdy się dowiedzieliśmy, nie dawali jej szansy na życie. A teraz mija już 9 miesięcy i ciągle się trzyma. Ja się ciągle po prostu o nią boję, że nie zdążę się pożegnać

    1. Dziękuję za ten komentarz. Nigdy nie planowałam pracy z ludźmi chorymi na raka, a teraz uważam, że to jeden z najcenniejszych darów jakie przyniosło mi życie. Pozdrawiam gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *