W poszukiwaniu straconego czasu

Nie wiem czy to mój wiek, czy raczej warunki w jakich żyjemy.

          Sporo osób pewnie wskazałoby wiek. Zwłaszcza bardzo młodych osób. Jako czterdziestka z plusem mam jednak wiadomość dla bardzo młodych osób: wiek to jednak rzeczywiście tylko niewiele znaczące cyferki. W środku wciąż ta sama szalona Anka, rozważna Edyta i Michał, który z reguły chowa się we własnym świecie.

          Będę więc winić otaczającą nas rzeczywistość.

          Choćby ja sama, dokładnie w tej chwili. Owszem, piszę ten tekścik. Teoretycznie na tym powinnam się skupić. Teoretycznie powinnam oddać się jednej czynności, zrobić to co robię, najlepiej jak potrafię i – przede wszystkim – do końca.

          A tymczasem… Moja strona na Facebooku jest oczywiście otwarta – na wszelki wypadek (nie pytajcie co konkretnie oznacza „wszelki wypadek” i czego się spodziewam). W związku z tym, że strona jest otwarta, od czasu do czasu rzucam na nią okiem. I, niestety, od czasu do czasu, wpada mi w oko interesujący artykuł z Guardiana, Timesa albo Wyborczej, który koniecznie muszę natychmiast przeczytać. Albo Aga wrzuca Trumpa tańczącego z kurczakami, co (jeśli głębiej się zastanowić) jest przerażające i wymaga przynajmniej krótkiego komentarza. W tle gra polskie radio – skoro i w pracy, i w domu używam wyłącznie angielskiego, jakiś kontakt z korzeniami przecieź musi być. Obok leży książka. Leży i kusi, i nie mogę obiecać, że w którymś momencie znów jej nie otworzę. W pokoju obok Ray ogląda krykiet, głośno komentując; ja pomrukuję coś tam od czasu do czasu udając zainteresowanie (kto jest bez winy w kwestii udawania zainteresowania niech pierwszy rzuci kamieniem). Nie zapominajmy o regularnie domagającym się jedzenia i pieszczot psie, liście zakupów na jutro i liście „rzeczy do zrobienia” na przyszły tydzień.

          Więc… Nie, nie będę winiła mojej czterdziestki z plusem. Winna jestem ja i rzeczywistość, która daje mi tyle cudownych możliwości zejścia z głównej drogi i szwendania się godzinami po urokliwych poboczach.

          Internet, telewizja z setkami kanałów, YouTuby, Netflixy, audiobooki i ebooki. Możemy być wszędzie i robić wszystko. Możliwości wyboru są nieograniczone. Rzecz w tym, że wcale nie chcemy wybierać, chcemy mieć wszystko.

          Gdzieś tam z tyłu kołacze się myśl, że nasza planeta stacza się w przepaść ruchem jednostajnie przyspieszonym, a my staczamy się razem z nią. Dzwony powinny bić na trwogę.

          I pewnie biją.

          Tyle, że my ich nie słyszymy.

          Bo Trump z kurczakami. Bo Meghan i Harry w prywatnym odrzutowcu. Bo polscy politycy w państwowych odrzutowcach. Bo brytyjscy politycy w otchłani szaleństwa. Bo nowy serial, który koniecznie trzeba obejrzeć.

          Uszeregowanie tego co ważne, ważniejsze i tego co jest kompletnie bez znaczenia, przychodzi trudniej z każdym dniem. Szum narasta.

          W sumie… mogę winić tylko siebie samą. Owszem, rzeczywistość nie ułatwia. Owszem, świat się komplikuje. Ale to wciąż ja dokonuję wyborów.

          A może tylko tak mi się wydaje?…

You may also like

2 komentarze

  1. A mnie się wydaje, że jeśliby zacząć żyć jedynie myślą o umierajavej planecie i poświęcać temu wszystkie myśli, to skończyłoby się to szybko upadkiem w absolutne szaleństwo. Kiedyś przesyłam szok, gdy sobie uświadomiłam, że ludzie rodzili się podczas wojny. To jak to, wkoło walka i tragedie, a ludzie uprawiali seks? Zakochiwali się? Potem sobie uświadomiłam, że po prostu żyli. Życie własne, indywidualne, toczy się swoimi koleinami i zawsze go za mało. Tak, mamy wybór, czym się zajmiemy i na czym skoncentrujemy w tym naszym czasie, tak cennym i tak krótkim. Niemniej jednak doszłam do wniosku, że jakiś procent warto go przeznaczyć na serial, na krykiet, na książkę, na zapatrzenie się w drzewa i posłuchania oddechu śpiącego dziecka. Planecie od tego nie zrobi się ani lepiej, ani gorzej. Ale nam tak.

    1. Też zdarza mi się o tym myśleć: nawet w najgorszych warunkach życie toczy się dalej. Ludzie się zakochują, dzieci się rodzą. Piękne to. Wychodzi na to, że silne i odporne z nas sztuki ;). I to też piękne :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *