Tylko skrzydeł brak

          Czy jestem jedyną osobą, na którą to co inspirujące ma wprost odwrotne działanie?…

          Już tłumaczę, bo domyślam się, że powyższe pytanie brzmi dość… zagadkowo. Albo nawet bezsensownie – jeśli nie bawić się w dyplomację.

          Zdarza mi się zaglądać na fora, podczytywać grupy dla osób piszących. Zaglądam, czytam, ale się nie udzielam. A przynajmniej nigdy wcześniej się nie udzielałam. To miejsca dla twórców, pisarzy, a ja nie odważyłabym przypisywać sobie takich tytułów.

          Z szeroko otwartymi z podziwu oczami śledzę tych, którzy mają talent i odwagę, żeby o ten talent walczyć. Tworzyć, dopieszczać rękopisy, wysyłać je do wydawców, dzielić się sukcesami, ale i porażkami.

          I to jest inspirujące. Dzięki temu siadam przed białym pustym ekranem i pozwalam słowom płynąć. Nie zawsze są doskonałe. Najczęściej daleko im do doskonałości. Ale każdy koślawy kroczek przybliża mnie do chwili, kiedy już nie będę musiała myśleć, gdzie postawić stopę, kiedy nie będę bała się przewrócić. Kiedy będę biegła szybciej od wiatru, niemal nie dotykając ziemi, niemal jak ptak.

          Stawiam kropkę i odważam się myśleć, że to co napisałam jest niemal przyzwoite. I tak sobie myślę, i nawet jestem z siebie odrobinkę dumna. Przez chwilę. Przez dziesięć minut. Do czasu kiedy nie sięgnę po prawdziwą książkę. Po książkę Khalleda Hosseini, Liane Moriarty, Kinga, Bułhakowa, Dickensa, Grishama, Tołstoja. Mogę tak wymieniać i wymieniać.

          Zamiast inspiracji pojawia się wstyd. Jak ja w ogóle mogłam sobie wyobrażać, że jestem w stanie to zrobić? Że kiedykolwiek będę w stanie. Moje historie są blade. Moje słowa bez życia.

          Nie brak mi inspiracji. Leżą przy moim łóżku, piętrzą się na biurku, w telefonie cierpliwie czekają na podłączenie słuchawek. W księgarni za rogiem każdego tygodnia, każdego dnia pojawiają się nowe.

          Być może niektórym jest dane być wyłącznie idealnym czytelnikiem. Idealnym, wrażliwym odbiorcą. Być może to właśnie moje przeznaczenie.

          Choć… Wiem, że pusty ekran nigdy nie przestanie mnie kusić. Że będę łapała w locie frazy, które będą sprawiały wrażenie perfekcyjnych. Że będę je zapisywała na przypadkowych skrawkach papieru, tylko po to, żeby po jakimś czasie przekonać się jak daleko im do perfekcji. Że w bezsenne noce będę snuła historie, które rankiem stracą niemal cały blask.

          Perfekcyjna czytelniczka i bardzo nieperfekcyjna twórczyni.

You may also like

4 komentarze

  1. Wiesz, ja mam podobnie. Teraz, kiedy próbuję napisać swoją książkę, to czytanie innych trochę mnie stresuje. Wstyd się przyznać, ale często odczuwam taką zwykłą, wredną zazdrosc. Może nigdy nie będę dobrą pisarką. A może wyrobię się z czasem. Nie będę wiedziała, póki nie spróbuję. A Ty piszesz cudnie – idealnie uchwytujesz myśli i wiązesz je w zdania. Twoje słowa mają barwę, zapach, smak.

    1. U mnie to też coś w rodzaju nabożnej zazdrości :). Podziwiam i zazdroszczę jednocześnie. I… Może ze słowami sobie radzę, ale układanie z nich historii… To już zupełnie inna historia ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *