Słowo po słowie

Po raz kolejny czytam „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephena Kinga.

Nie zakreślam, nie podkreślam, wykrzykników na marginesach też udaje mi się unikać (co prawda z trudem, ale jednak się udaje). Gdzieś tam w środku wciąż mieszka ta mała dziewczynka, która podobne ekscesy traktowała niemal jak zbrodnię, a już na pewno jak świętokradztwo.

Pilnie się wczytuję, coś tam wynotowuję.

Na etapie czytania dość proste się to wydaje. Są zasady, reguły sprawdzone i dopracowane do perfekcji, przez setki pisarzy przed nami. Jak zaczynać, jak kończyć, jak prowadzić historię. Czego unikać i czego unikać ABSOLUTNIE.

Jakbyś budował dom: czytasz poradnik, kompletujesz narzędzia i materiały. W końcu budujesz.

Proste, prawda?

Nie licz na żadne weny i muzy. Zasłoń okna, zamknij drzwi, smartfona wrzuć na dno szuflady. Usiądź na tyłeczku i pisz. Buduj. Cegła po cegle. Słowo po słowie.

Have fun. Bo jeśli Ty nie będziesz się dobrze bawił pisząc, nie ma szans, żeby Twój czytelnik bawił się czytając.

Próbuję – w końcu kto nie chciałby się dobrze bawić?

Niektóre popołudnia wahają się między słońcem a deszczem. Światło ma wtedy wyjątkowy kolor. Czy kiedykolwiek znajdę właściwe słowa, żeby je opisać?

Albo ta dziewczyna. Siedzi na podłodze w łazience, z kieliszkiem wina i tuszem rozmazanym na policzkach. Czy kiedykolwiek odkryje mi swoją historię? Czy ja będę umiała ją opowiedzieć?

Próbuję. Słowo po słowie. Podobno to jedyna droga.

You may also like

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *