Zamiast życzeń

2020 witam z mieszanymi uczuciami.

          Hmm… „Mieszane uczucia” to spore niedopowiedzenie. Mój wrodzony optymizm najwyraźniej wyczerpał swoje zasoby. Dziwnie się z tym czuję. Do tej pory byłam przekonana, że jest nieodłączną częścią mojej osoby. Jak ręka albo noga. Albo płuco. Okazuje się, że jednak nie.

          Żyję sobie w mojej rzeczywistości. Nie jest idealna. Niektórzy pewnie znaleźliby mnóstwo powodów do narzekania. Ja jednak nie narzekam. Oddycham w miarę czystym powietrzem. Mam dach nad głową i ciepłe łóżko każdej nocy. Nie brak mi jedzenia i czystej wody. Nie grożą mi żadne nadzwyczajne niebezpieczeństwa. Ludzie wokół mnie wydają się perfekcyjnie szczęśliwi. Planują zakupy na wyprzedażach, kolejne wakacje i nowe dzieci. Ja mam męczące uczucie, że świat, który znamy się kończy.

          Kilka miesięcy temu było trochę lepiej. Uczucie pojawiało się i znikało, czasami zostawiając mnie w spokoju na dość długo. Poza tym – dawało się ignorować. Dziś siedzi pod skórą i boleśnie podszczypuje, kiedy zdarzy mi się o nim zapomnieć.

          Jest możliwe, oczywiście, że z wiekiem staję się opętaną dziwnymi ideami histeryczką. Jest możliwe, że mam wypaczone spojrzenie na rzeczywistość. Być może ktoś powinien mną silnie potrząsnąć i powiedzieć: „Rozejrzyj się, przecież wszystko jest w najlepszym porządku”.

          Patrzę na nasz ogród i rzeczywiście: wciąż jest zielony (to jedna z zalet Wyspy – jest na tyle ciepło i na tyle wilgotno, że ogrody są zielone nawet zimą; przynajmniej tu, na południu). Uwijają się po nim sikorki, zajęte swoimi bardzo ważnymi sprawami. Dwa kosy najwyraźniej załatwiają swoje porachunki. Być może chodzi o gniazdo, przemyślnie ukryte w krzewie bzu. Od czasu do czasu po płocie przebiega znajoma wiewiórka. Zawsze w locie, zawsze bardzo zaaferowana.

          Trudno uwierzyć, że równolegle, w tym samym czasie, toczy się zupełnie inna rzeczywistość. Z niebem czerwonym od ognia i ciemnoszarym od pyłu i dymu, apokaliptycznym. Oglądam zdjęcia i filmy. Całkiem niedawno upierałabym się, że to kadry z jakiegoś katastroficznego filmu, że to nie może być prawdziwe. Tymczasem to Australia, dziś, teraz. Ludzie odcięci przez ogień, szukający schronienia na plażach, na łodziach. Tysiące spalonych żywcem zwierząt.

          Katastroficznych kadrów rzeczywistości przybywa w postępie geometrycznym. My uodporniamy się na nie równie szybko. A może nawet jeszcze szybciej. Ryby z żołądkami pełnymi plastiku, powodzie, susze, wysychające wodospady…

          Ciężko mi było składać noworoczne życzenia. Ciężko mi wierzyć, że to będzie dobry rok. Ciężko mi wierzyć, że w ogóle jeszcze mamy szanse na dobre lata.

          Jesteśmy na równi pochyłej. Być może mamy jeszcze teoretyczną szansę, żeby zawrócić, żeby się uratować. Być może jest jeszcze na to czas. Jednak znając ludzką naturę… czy tylko ja jedna odnoszę wrażenie, że to przegrana sprawa?

You may also like

7 komentarzy

    1. Właśnie dziś przeczytałam Twój post ze stycznia. Niemal włosy stanęły mi dęba, intuicja, przeczucia czy może uważne obserwowanie rzeczywistości. Ja na początku tego roku miałam w sobie dużo nadziei. Jakieś tam plany, z natury jestem optymistka tak więc zawsze znajdę w tym wszystkim jakiś plus ale gdzieś tam z tyłu głowy glos- rok przestępny, oj będzie trudno… I jest kurcze!

  1. Trudno polemizować z nauką i nie chcę polemizować z nauką. Świat jest w trudnym miejscu, a ludzie? Chyba jesteśmy pasożytami … Więc ja też. Większość z nas jest winna, bo ogrzewamy domy, jeździmy samochodami, pierzemy w detergentach. I można mnożyć przykłady ludzkiej niefrasobliwości. Cena cywilizacji jest ogromna. Mam uczucie, że żyję w świecie schizofrenicznym. Chcemy czystego powietrza i wody, ale gdy spojrzeć na nasze własne działania … Prawie każdy mój ruch jest szkodliwy dla natury. Urządzenia w domu zużywają prąd. Jedzenie produkowane jest masowo. I można tak bez końca … Czy się martwię? Tak.

  2. Od połowy grudnia spędzam urlop w Australii.Pożary buszu są tu co roku.
    W tym roku były jednak niespotykane, bo też niespotykane były temperatury.
    Codziennie ponad 40 stopni dało i mnie popalić bardzo, chociaż lubię ciepło i uciekam z Europy co roku przed zimą tam, gdzie ciepło.Największe pożary były na południe od Wielkich Gór Wododziałowych w NSW. Ja przebywam w Adelaide i tu najbardziej ucierpiała położona niedaleko Wyspa Kangura.
    Za tydzień wylatuję do Polski i znowu złe wiadomości, koronowirus szaleje.
    Z wszystkich stron atakują mnie złe wiadomości.
    W tym co piszesz jest dużo racji, mam podobne odczucia.
    Pozdrawiam-)

    1. Czasami aż strach oglądać albo czytać wiadomości. Staram się pilnować, żeby nie wpaść w czarną dziurę i widzieć wszystko tylko w ciemnych kolorach. Dziś u mnie, za oknem, słońce. Właściwie już wiosna, a wiosną jakoś łatwiej wierzyć, że „jeszcze będzie normalnie” ;). Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *